UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Recenzje»RECENZJA: Dwa Sławy "Ludzie Sztosy"

RECENZJA: Dwa Sławy "Ludzie Sztosy"


czwartek, 19 marzec 2015 21:00


Informacje o albumie

  • Data Premiery: 09.01.2014

Styl tak skrupulatnie dopieszczany przez Sławów od 2006 roku, a ukształtowany na poprzednim albumie „Nie wiem, nie orientuję się", eksplodował na „Ludziach Sztosach". Aż trudno uwierzyć, ale łodzianie przeskoczyli narzuconą przez siebie poprzeczkę i ustanowili rekord, którego pobicie w tym roku na polskiej scenie jest mało możliwe, a mamy dopiero pierwsze miesiące. Choć wiadomo, keep trying.

Produkcją albumu, podobnie jak w przypadku debiutu Sławów, zajął się Marek Dulewicz, ale tym razem nieco odciążył go syn Filip, a współtwórcą dwóch bitów był także sam Astek. „Ludzie Sztosy" to muzycznie jednak zupełnie inna opowieść, która w odróżnieniu od poprzednich płyt, z rzadka nawiązuje do klasycznych brzmień. Takich uświadczyć można w całości jedynie w „Dniu na żądanie". Nowoczesne brzmienia całkowicie zdominowały drugi legalny materiał Jarka i Radka. No, w końcu miały być sztosy, bangery i propsy. I są. I choć niektóre bity, jak to bywa w przypadku tej konwencji, są do siebie podobne, to niemal wszystkie prezentują poziom pierwszej ligi, no, do ekstraklasy jeszcze trochę. Nawet kiedy „Diabelskie podszepty" i „Człowiek sztos" pokrywają się muzycznie, Sławy potrafią uczynić jakość w każdej sytuacji. Obecnie są oni obok Mesa najbardziej elastycznymi artystami na scenie. Podobnie jak warszawiak wiedzą, „co znaczy pauza na majku" i potrafią wykorzystać ją w twórczy sposób. Jako jedyni w Polsce mają papier na używanie hasztagów w co drugim wersie, nawet gdy niektóre z nich są wymuszone i tematycznie rozstrzelone w każdą stronę. Panowie potrafią inaczej wykorzystać nawet najbardziej przewałkowany przez polskich raperów #dreamliner. Tak, obaj, bo nikt jak Sławy nie tworzy tak zgranego duetu, tak uzupełniającego się w każdej sytuacji, czego dowodem może być „Multitasking", w którym nawijają swoje teksty równocześnie. To już jeden organizm i niezwykle trudno byłoby odciąć tę pępowinę.

Dwa Sławy przez lata zapracowali sobie na łatki komediantów. Sami deklarują, że nie podchodzą do swojej muzyki zbyt emocjonalnie. Być może. Jednak na pewno robią to profesjonalnie. Nowy krążek dopracowany jest co do ostatniego brzmienia, a szczególny postęp zaliczyły refreny, prawie wszystkie chwytliwe, wpadające w ucho, może oprócz tego przekombinowanego we wspomnianych już „Diabelskich podszeptach". Można zachwycać się błyskotliwością Sławów, ich zabawą słowem, można krytykować lub chwalić bity Dulewiczów, ale co innego powinno przykuwać największą uwagę. Popularni absztyfikanci swoim albumem pstryknęli w nosy wszystkim udawanym newschoolowcom, i to dość boleśnie. Raperzy kojarzeni do tej pory z klasyką pokazują, jak prawidłowo wykorzystywać nowoczesne produkcje, bez zbędnej przewózki, za to z potężnym ładunkiem stylu. Bawią się konwencją, która okazała się do nich pasować jak żadna inna od lat. I nawet głowy do featów mają. Spryciarze używają hasztagów związanych praktycznie z każdą możliwą dziedziną, tym samym zostawiają słuchacza z wrażeniem, że na każdy temat mają coś do powiedzenia, cały czas zachowując przy tym ogromny dystans. Takie chłopaki do tańca i do różańca. Raz zaskakują Chaplinem, kolejnym razem Kozakiewiczem, w jednym numerze zestawiają Elżbietę Bieńkowską i Michaela Jacksona, a za wers z koszulkami Widzewa Radosnemu należy się jakiś laur (i za wiele, wiele innych, także Astkowi), wieniec, cokolwiek.

Dla Sławów prawie okrągła „9". Również za to, że ze spokojem prawie połowa numerów zasługuje na nominację do singla roku, np. od typowo bangerowego „Ciężkiego zawodu" po pocieszny storytelling „O sportowcu, któremu nie wyszło". Jeśli nie usłyszymy w tym roku nic lepszego, śmiało będzie można zmienić ocenę na jeszcze wyższą. Nawet kiedy tytułowi Ludzie Sztosy pójdą do piekła za #Całun Turyński i Matkę Boską, pewnie dalej będą grać swoje bą, bą, bą. „I bardzo dobrze, i niech to hula"



Komentarze