UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Wywiady»WYWIAD: Pawbeats

WYWIAD: Pawbeats


sobota, 20 wrzesień 2014 01:00
WYWIAD: Pawbeats Fot. Natalia Kuligowska


O sobie mówi, że nie jest perfekcjonistą, a nawet, że nigdy nie miał specjalnych predyspozycji do muzykowania. Mimo to nagrał album obfity w taką ilość instrumentów, jak dotąd żaden inny na polskiej rap scenie. Sprawia wrażenie człowieka w 100 % oddanego temu, co robi, bezinteresownie w dodatku. O instrumentach, bitach, polskim hip-hopie i utopii w "Utopii", Marcin Pawbeats Pawłowski.

VAIB: Chyba każdy singiel z Twoją produkcją odnosi sukces pod względem ilości wyświetleń. Pawbeats jest perfekcjonistą?
Pawbeats: Zdecydowanie nie każdy, przykładem jest "To tylko muzyka" z TDF-em. Ale też my nie stawiamy wyłącznie na wyświetlenia, po prostu niektóre utwory nie mogą wyskoczyć szerzej ze względu na stylistykę. Pawbeats nie jest perfekcjonistą, chyba. Nawet lubię, jeśli coś jest nie do końca równo, idealnie w punkt wyrównane do siatki, kwantyzowane.


Jesteś multiinstrumentalistą. Na "Utopii" słyszymy nie tylko partie fortepianu Twojego autorstwa, ale też inne instrumenty klawiszowe - piano Rhodes'a czy harmonię. Gitara też nie jest Ci obca. Jesteś typem muzyka z wrodzonymi predyspozycjami, czy może doszedłeś do tego wszystkiego wyłącznie ciężką pracą?
– Nie mam zdolności do grania, mam jedynie dobry słuch i wyobraźnię. Granie to sprawa poboczna i bardziej kwestia pracy nad sobą i swoimi umiejętnościami.

Hip-hop nie jest prymitywny, po prostu niektóre środowiska nie potrafią się do nas przekonać lub są nakierowani na nas zbyt stereotypowoPawbeats

Na jednej ze swoich ostatnich płyt Mes wspomniał o tym, że pianino w produkcjach dobre jest dla początkujących MC's, a później niezbędny jest rozwój, także brzmieniowy. Ty udowadniasz, że obie rzeczy idą ze sobą w parze. Czym w przyszłości zaskoczy Pawbeats?

– Pianino jest też obecne w niektórych produkcjach Mesa. Myślę, że chodziło mu o formę w jakiej te klawisze są podane. Wiadomo, że tzw. prawilne albo smutne pianinka wpadają w ucho sporej liczbie słuchaczy, ale też bardzo łatwo je krytykować. A czym zaskoczę? Nie wiem, myślę, że niebawem ruszę jakiś nowy instrument, który rozwinie mnie w jakąś inną stronę.

Jesteś w ciągu ostatnich lat chyba dość rozchwytywany. Najdroższy bit w Twoim cenniku?
– Prawda jest taka, że to co mam, to wydaję na nagrania. W niemal każdym przypadku, a nawet jak na bity było zero, to dopłacałem. Co nie zmienia faktu, że mimo tego, że większość muzyki zrobiłem za darmo, to jednak zdarzyło mi się raz otrzymać budżet 2000 zł. Mam nadzieję, że rynek będzie szedł w kierunku jakiegoś obrotu pieniędzmi z udziałem producentów, a nie barteru „za promocję" i „jak się płyta sprzeda, to pomyślimy". Ludzie, wyjdźmy w końcu z tych piwnic.

 

Fot. Natalia Kuligowska

Masz na koncie kolaborację z producenckim duetem Killing Skills. Czy Twój wyjazd do Holandii, o którym wspomniałeś, ma coś wspólnego z powyższym? Czy jest szansa na długotrwałą współpracę?
– Mój wyjazd do Holandii to nic innego jak popłytowy urlop! Oczywiście spotkaliśmy się z chłopakami, bo fajnie jest znać osoby, z którymi się działa. A zadziałamy jeszcze na pewno, bo to super ludzie z niezwykłym warsztatem umiejętności. Jak usłyszałem co zrobili z moją kompozycją przy „Sky of clouds", to po prostu oszalałem. Czekam na nasz kolejny numer i myślimy, którego wykonawcę do niego zaprosić ;)


Chyba nie mamy na scenie wielu producentów będących pełnoprawnymi muzykami jak Ty. Do tego na Twojej płycie ze swoimi instrumentami udzielają się m.in. Sir Mich, BobAir czy Wiro. Hip-hop chyba nie jest jednak tak prymitywny i zamknięty, jak to czasami zdarza się słyszeć w niektórych kręgach.
– Nie jestem pełnoprawnym muzykiem, nie mam żadnej szkoły ukończonej. W przeciwieństwie
np. do Sir Micha. Hip-hop nie jest prymitywny, po prostu niektóre środowiska nie potrafią się do nas przekonać lub są nakierowani na nas zbyt stereotypowo. Wielu z nas może to zmienić. Ja sam – z racji tego, że działam w różnych społecznościach – staram się przekazywać moim znajomym wartościowe rapowe kawałki i zainteresowałem nimi wiele osób.


Żywe instrumenty jednak stają się coraz mniej popularne, a zastępowane są przez syntetyczne i sztuczne dźwięki. Lenistwo, ślepe podążanie za modą? Zgadzasz się z tym, że, paradoksalnie, "żywe" dźwięki stają się niszą, a wrażliwych odbiorców coraz mniej?
– Ani lenistwo, ani podążanie za modą, po prostu inna droga – jedni robią rzeczy syntetyczne, inni
bardziej akustyczne, każdy to co lubi. Żywe dźwięki powoli stają się niszą, bo nasze ucho przyzwyczaiło się już do innych barw i podświadomie po prostu wolimy inne rzeczy.


Różnice między producentem a beatmakerem - tak według Ciebie. Często mylimy te dwie "specjalizacje".
– Nazywajmy siebie jak chcemy, olać te definicje i wczuwanie się w tematy kogo można nazwać tak, a kogo inaczej.


Muzyk to ktoś, kto potrafi grać na danym instrumencie, do tego jest w tym kierunku wykwalifikowany. Raper, zajmujący się tylko nawijaniem, ale wciąż tworzący wymagającą twórczość, już tym wyżej nie jest. Zgadzasz się?
– W dzisiejszych czasach jest wielu muzyków, którzy nie grają na instrumentach - technologia poszła do przodu. Myślę, że rapera można również nazwać muzykiem, chociażby przez nierozerwalny kontakt z tą dziedziną sztuki, a właściwie przez branie w niej czynnego udziału. Poza tym rytm to też muzyka.


Wcześniej swobodnie porozmawialiśmy o beefach, kłótniach i nieporozumieniach w polskim rapie. Sądząc po słowach, które zamieniliśmy oraz liście gości na "Utopii", jesteś gościem, który stoi z boku, a nawet ponad tym wszystkim. Wartość artystyczna to wartość nadrzędna?
– W kwestii zawodowej nie obchodzą mnie te konflikty. Wydaje mi się, że nie mam prawa "oficjalnie" stawać po czyjejkolwiek stronie, bo nie w ten sposób i nie w tym celu zdobywam
zaufanie słuchaczy.


"Utopia" to z pewnością różnorodna płyta. Od klasycznego "Momentu", po eksperymentalną "Euforię". Goście również z nieco innych bajek. Twoje inspiracje są tak bardzo szerokie? Czego słuchasz na co dzień?
-Wszystkiego, co wpadnie mi w ręce. Zdarza mi się słuchać muzyki poważnej, filmowej, jazzu, rapu,
popu, rocka, ambientów. No muzycznie to naprawdę dżungla.


Jaką część w procesie twórczym nowego materiału odegrała improwizacja? A może wszystko było profesjonalne i ustalone z góry?
– Miałem przygotowane szkice muzyczne razem z nutami, z których muzycy grali. Spotykaliśmy się na osobnych próbach z kontrabasistą, skrzypkiem i altowiolistą. Ale ja bardzo wierzę w ten pierwiastek "impulsu" i części improwizowane też są, np. fortepianowe zakończenie kawałka "To tylko muzyka".


Czym na tle innych wyróżnia się studio RecPublica? Ciężko było o dostęp?
– Panuje tam niesamowity klimat, trudno go opisać. Chciałbym następną płytę nagrać w tym miejscu. O dostęp nie było ciężko, trzeba było wpasować się w wolny termin.

Myślę, że hip-hopowi potrzebni są twórcy, którzy kultywują to, co dyktuje historia rapu, dzięki czemu wiedza na temat tej kultury nie umieraPawbeats

Dobra... to ile godzin spędzonych w studiu, nieprzespanych nocek, itd.? Próbowałeś policzyć?

– Bardzo wiele, ale byłem na to gotowy. Nie liczyłem się z utratą zdrowia psychicznego, ale chyba pora na tymczasową przerwę i zadbanie o wiele innych rzeczy. Czuję się jak po konkretnym maratonie.


Z kim pracowało się najłatwiej i najszybciej, a kto najbardziej ociągał sie ze zwrotą? I to samo pytanie, jeśli chodzi o nagrywanie instrumentów.
– Wielkie pozdro dla PeeRZeta, który był jedyną osobą z "pierwszego strzału", która podała termin nagrania zwrotki i dokładnie w tym czasie to zrobiła. W zasadzie Lilu nagrała mi się w ciągu kilku godzin, ale po czasie uznaliśmy, że fajnie jeśli „dopowiemy" tę historię i nagramy na czysto dodatkową zwrotkę, razem z tą pierwszą. Z instrumentami było znacznie lżej, poprawialiśmy bardzo niewiele, a głównie to ja poprawiałem jakieś swoje aranżacje gitarowe.


Numer, któremu poświęciliście najwięcej czasu ze względu na ilość instrumentów to...? "Martwy Piksel"? "Schizofrenia"?
– „Martwy piksel", „Schizofrenia", „Bracia", a może była to "Utopia"? Sam nie wiem. Myślę, że dużo
czasu poświęciliśmy również przy nagraniach wokali. Niektóre numery były nagrywane dwa, trzy razy. Zdarzało się zmieniać lub w ogóle usuwać zwrotki, podobnie z niektórymi wersami, wysokościami dźwięku...


Raperzy mieli pełną dowolność w tematyce numerów? Akceptowałeś wszystkie propozycje?
– Ta „dowolność" była kontrolowana. Jako gospodarz płyty musiałem zadbać o rozkład kawałków na trackliście i ich tematów. Niektóre sam proponowałem, bo chciałem, by moi goście poruszyli niektóre istotne dla mnie wątki - od pewnego czasu mam problemy ze snem, co jest skutkiem
moich nocnych posiedzeń przy instrumencie i pewnie wszechobecnej w środowisku frustracji – o tym jest „Dzień polarny".

 

Fot. Natalia Kuligowska


Ponoć "Euforia" nie ma nic wspólnego z hip-hopem, a wszystko, co bez sampli, klasycznego tempa i brudnej perkusji, jest ble. Tak mówi YouTube. Mam zupełnie inne zdanie. Zaściankowość słuchaczy męczy?
– To żadna zaściankowość, kwestia gustu. „Euforia" nie jest hip-hopow i nawet przez chwilę nie próbowała być – po prostu jest w tym kawałku rap. Myślę, że hip-hopowi potrzebni są twórcy, którzy kultywują to, co dyktuje historia rapu, dzięki czemu wiedza na temat tej kultury nie umiera.
Z drugiej strony potrzebne są też takie wyskakujące projekty, które zarówno pochłaniają nowych słuchaczy, jak i rozwijają cały ten gatunek metodą eksperymentalną. Jestem przekonany, że polski hip-hop jest teraz w najlepszej kondycji i wspólnie, jako tak zróżnicowana scena, zaczynamy pochłaniać mnóstwo ciekawych nurtów.

Moja droga muzyczna umiejscowiła mnie gdzieś na pograniczu różnych bajek i mam nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy za mną pójdąPawbeats

 

To wracając do klasyki. Tylko takiej innej, dalszej. Ujawnij, co takiego dziwnego usłyszeć można w "Schizofrenii"? Sam nie wiedziałem o istnieniu takiego instrumentu.
– To jest dilruba, gra na niej Tomek "Ragaboy" Osiecki. Instrument brzmi bardzo psychodelicznie, przynajmniej w moim odczuciu, a że temat utworu był moim pomysłem, od razu wiedziałem kogo do niego zaangażować.


Paluch w dokumencie o "Utopii" powiedział coś, co zapamiętałem. Może nie dosłownie, ale chyba o to chodziło. Na tym albumie to nie hip-hop wiedzie prym, nie podporządkowuje sobie całego instrumentarium, a odwrotnie. To właśnie żywa muzyka wykorzystuje rap, umieszczając go zarazem w szerszych ramach. To fajna kooperacja.
– Chciałem, by te różne światy się trochę wymieszały i jestem zadowolony z efektu. Moja droga muzyczna umiejscowiła mnie gdzieś na pograniczu różnych bajek i mam nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy za mną pójdą. Mam wiele pomysłów, które mogą być nie do końca spójne jako pojedyncze numery na płytach raperów, więc prawdopodobnie jeszcze kilka własnych produkcji przede mną. Póki co nie mam na to siły, ale entuzjazm po wydaniu płyty jest ogromny. To był mój pierwszy poród.


Wspomniałeś, że Zeus nagrał bardzo osobiste zwrotki. Ale nie tylko on. Gratuluję tak dojrzałej, emocjonalnej płyty. To dzięki tej prawdzie w instrumentach, o której mówiłeś?
– Dziękuję, to zasługa tego, że moi goście podeszli bardzo poważnie do tego projektu i jestem im bardzo wdzięczny za zaangażowanie. Myślę, że instrumenty w tej kwestii nie mają aż takiego znaczenia. Cieszę się, że mogłem brać czynny udział przy tych kawałkach, bo dzięki moim gościom momentami jestem w stanie wyłączyć tryb „autorski" i staję się własnym słuchaczem.


I dlaczego tak mały nakład? Nie sądzisz, że o wiele więcej ludzi powinno dotrzeć do tego materiału w wersji fizycznej?
– Płyty producenckie i tak się nie sprzedają za dobrze. Tym bardziej podziwiam moich kolegów po fachu, którzy rzucają się na głęboką wodę i walczą o własne projekty. Pozdrawiam chłopaków z Lublina – Soulpete razem z Et-Recs zrobili kawał dobrej roboty, myślę, że street credit Piotra dobija do maksimum po „Soul Raw".


Utopia to z definicji coś tak idealnego, że aż nierealnego. Na płycie to symbolika różnorodności, która tworzy ze sobą niezwykłą spójność?
– Tak, myślę, że takie zestawienie gości na jednym albumie z początku mogło wydawać się dziwne, ale ja myślę, że w tym szaleństwie tkwi metoda :).


Dzięki za rozmowę, życzymy jak najlepszego odbioru.
– Ja również bardzo dziękuję!



Komentarze