UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Wywiady»WYWIAD: Noize From Dust - "Ugryźliśmy temat złotej ery w inny sposób"

WYWIAD: Noize From Dust - "Ugryźliśmy temat złotej ery w inny sposób"


piątek, 24 kwiecień 2015 20:00
fot. Paweł Janasz fot. Paweł Janasz


Noize From Dust to marka, która średnio wczutemu odbiorcy mało mówi. Skąd przychodzicie, co macie do zaoferowania i jakie oczekiwania wiążecie z „Ultraakustyką"?

Worstcase: Nasze inspiracje, co zresztą słychać na płycie, to złota era rapu, więc można stwierdzić, że od tego właśnie wychodzimy. Jednak nie oznacza to, że zamykamy się w produkcjach tylko na takie brzmienia. „Ultraakustyka" z naszej strony to hołd w stronę rapu z lat 90. i to chcieliśmy zaoferować słuchaczom.

Siódmy: Tak, jak powiedział Sebastian, złota era rapu. Detroit i Nowy Jork to główne inspiracje – to było przewodnim motywem przy powstawaniu tego projektu.

Ty, Siódmy, niegdyś próbowałeś swoich sił za mikrofonem – w zasadzie dalej to robisz. Co miało decydujący wpływ na to, że postanowiłeś w większym stopniu oddać się produkcji muzycznej?

S: Czy w większym to bym się nie zgodził. Mam już prawie gotową solową płytę. Wszystkie teksty, jak i beaty, są moje, więc myślę, że zachowuję równowagę. Patrząc tylko na „Ultraakustykę", faktycznie może trochę to tak wygląda. Od początku miał to być projekt producencki z zaproszonymi gośćmi, więc trochę byłoby dziwne, gdybym był w każdym utworze. Po za tym chciałem się pokazać od strony muzycznej. Teraz będę się starał równoważyć te dwie rzeczy i rozwijać swoje umiejętności w tworzeniu beatów, samej muzyki oraz w samych tekstach i ich rapowaniu. Taki „człowiek orkiestra". (uśmiech)

„Echinacea" była albumem, który nie otrzymał zasłużonego feedbacku. Jakie składowe miały na to wpływ?

Osoby, do których dotarł ten projekt, wystawiały bardzo pozytywne komentarze. Recenzenci i krytycy prasowi również wystawiali nam bardzo dobre oceny. Kiedy graliśmy z chłopakami z Echo koncerty, pod sceną ludzie znali nasze teksty, czyli feedback był OK. Moim zdaniem mogło dotrzeć to do większej liczby odbiorców. Do dzisiaj spotykam się z sytuacjami, gdzie ludzie po czterech latach dowiadują się, że taki projekt się ukazał i że wcześniej nie słyszeli o jego premierze. Myślę też, że „Echinacea" będzie doceniona jeszcze bardziej za kilka lat, to ponadczasowy projekt, a w czasach, gdzie słucha się mało oldschoolowego rapu, Echinacea miała małą szansę wyprzedzić wszystkich w szeregu. Popełniliśmy też z chłopakami kilka błędów co do promocji, w wyborze klipów itp.

W jednej z recenzji przeczytałem, że Wasz album nie wpisuje się w koniunkturalne realia rynku. Podzielam tę opinię. Muzyka dla Was jest źródłem utrzymania?

W: No można tak powiedzieć, aktualnie na rynku dominują nowe brzmienia. Kiedyś oglądałem ciekawy wywiad z bodajże !llmindem, który opowiadał o trendach w produkcji. Kiedy wszyscy robili samplowane bity, on szedł w synthy, i odwrotnie. W naszym przypadku jest podobnie, chcieliśmy, żeby ta płyta wyglądała i brzmiała tak, a nie inaczej, nie patrząc na to, co akurat teraz się sprzedaje i jest na topie. Co do drugiej części, to pracuję na pełen etat, więc muzyka nie jest moim źródłem utrzymania.

S: Na pewno jest inny od tego, czego się słucha teraz. Ale z drugiej strony, jeżeli chodzi o naszą rodzimą scenę, jest to coś nowego. Ugryźliśmy temat złotej ery w inny sposób – nasz sposób. Tak jak wspomniał Worstcase, kierowaliśmy się tym, co sami chcieliśmy usłyszeć, czysta zajawka, nie patrzyliśmy na trendy. Co do drugiej części pytania, ja w tym momencie powoli zaczynam żyć z muzyki. Mamy zamówienia na bity, poświęcam jej nawet 15 godzin na dobę. Inwestuję w siebie i wiem, że ciężka praca się kiedyś zwróci. W moim przypadku było tak, że po propozycji wydawania projektów w Prosto stwierdziłem, że to jest ten moment, kiedy trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Odebrałem to jako szansę, staliśmy się reprezentantami wytwórni o wielkiej historii i dorobku. Coś to musi znaczyć, skoro przyjęto nas do tego grona. Ktoś docenił lata ciężkiej pracy, więc trzeba iść za ciosem i nie odpuszczać. Do tej pory pracowałem w różnych korporacjach, zaniedbywałem muzykę. Pieniądze ani tam wielkie, przyjemności też ogromnej nie ma, więc pomyślałem, że jak nie teraz, to kiedy? I oby wszystko szło w tym kierunku, w którym na razie to wszystko podąża. Dzisiaj mam dużo pracy związanej z muzyką, jestem w trakcie nagrywania mojej płyty solowej, udzielam się muzycznie w innym projekcie, z Sebkiem dostajemy propozycje udziału na różnych płytach. Dzieje się!

Podjęcie współpracy z Prosto. Był legendarny telefon od Sokoła w sprawie kontraktu? (Jak teraz wygląda werbunek do wytwórni?)

W: To pytanie do Sebka. To jego zasługa, że Prosto przyjęło nas pod swoje skrzydła.

S: Zasługa to za dużo powiedziane. Płytę robiliśmy we dwóch, więc to wspólna zasługa. Telefonu nie było, ale był mail. Wyszło to zupełnie przypadkowo. Zaprosiłem Wojtka na „Ultraakustykę". Zwrotki na płycie nie ma, ale my jesteśmy w Prosto. Przy rozmowie o udziale Sokoła na płycie i puszczeniu kilku rzeczy zapytał, czy mamy już wydawcę, a ja mu odpowiedziałem, że „przybitego na sztywno" jeszcze nie i że w sumie po skończeniu płyty chciałem zanieść demo do Prosto. Prosta historia bez żadnych spektakularnych wydarzeń.

Jakie możliwości dało wam Prosto w porównaniu do tego, gdybyście mieli materiał wydać sami?

W: W sumie ciężko mi stwierdzić jak by to wyglądało, gdybyśmy wydali to sami, bo „Ultraakustyka" jest dla mnie debiutem, wcześniej żadnego materiału solo nie wypuszczałem. Na pewno Prosto jako label ma bardzo duży zasięg, dzięki czemu mogliśmy dotrzeć do dużej liczby odbiorców. Dodatkowo klipy i cała szata graficzna albumu. Przypuszczam, że wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.

S: Nie oszukujmy się – promocję. Wszystko, co wychodzi w Prosto, ma bardzo dobrą jakość i ludzie chętnie sięgają po płyty z tejże wytwórni. Drugi czynnik to doświadczenie i budżet, którego my nie mieliśmy. Gdyby płyta wyszła naszym własnym, skromnym sumptem, na pewno nie mielibyśmy takiego zasięgu i okazji dotarcia do większego grona słuchaczy. Noize From Dust to nowy skład, debiut. Do dzisiaj ludzie pytają nas, czy Siódmy z Noize From Dust to ten sam Siódmy z Echinaceii czy bitew freestyle'owych. Po trzecie, profesjonalizm osób, które pracują w Prosto. Oni zajęli się promowaniem, dystrybucją, finalnym wyglądem okładki, za co jestem bardzo wdzięczny. Będąc w Prosto, mogę skupić się na tworzeniu muzyki i rozwijać swoje umiejętności w tej kwestii, nie martwiąc się o inne aspekty, bo wiem, że zajmują się tym bardzo fajni ludzie, którzy mają na ten temat niebywałą wiedzę i robią to, co potrafią najlepiej. Uważam, że tak właśnie powinien wyglądać rynek muzyczny.

noize 2

fot. Paweł Janasz

Krzysztof Nowak w jednym z artykułów dla Interii uznał, że mankamentem polskiego rapu jest zły dobór podkładów. Co Waszym zdaniem jest mankamentem polskich producentów?

W:  Moim zdaniem największy problem jest z basem, podkreślam to w każdym wywiadzie chyba. (śmiech) Często jak słucham naszych rodzimych produkcji, to bas albo fałszuje, albo jest tak kwadratowy i bez flow, oczywiście nie wszystkich, ale chyba to jest pięta Achillesowa polskich producentów.

S: W Stanach też dobierają źle bity. Szanujmy co polskie, bo nie jest to złe. Nasz rynek idzie w dobrym kierunku i niech tak zostanie. Wiadomo, zawsze znajdzie się ktoś w miejscu, w którym nie powinno go być, ale myślę, że czas szybko go wyjaśnia. Każdy z liczących się producentów muzycznych jest najlepszy w swojej dziedzinie. Reszta to kwestia gustu. Ale co do odpowiedzi Worstcase'a, faktycznie z tym basem bywa różnie, tak jak i z bębnami. Ale nie uważam, że to mankament, myślę, że każdy latami wypracowuje sobie jakiś styl i brzmienie. My od początku mieliśmy na to pomysł, jak mają brzmieć nasze bity od basu, przez bębny, po sample, które wykorzystywaliśmy. Osobiście tworzę muzykę odkąd zacząłem przygodę z muzyką, czyli jakieś 17 lat. Oficjalnie rapowałem, moje beaty nie wychodziły poza cztery ściany mojego domu. W końcu przyszedł moment, w którym stwierdziłem, że osiągnąłem na tyle dobry poziom, że mogę wyjść z tym do ludzi.

Patrząc na tracklistę „Ultraakustyki", dostrzegam artystów z różnych środowisk. Jaki był klucz doboru osób do współpracy?

W: Jakiegoś specjalnego klucza nie było. Zaprosiliśmy raperów, których rzeczy słuchamy i których lubimy słuchać. Żadnego innego wyznacznika nie braliśmy pod uwagę w sumie.

S: Myślę, że Sebastian odpowiedział na to pytanie wyczerpująco. Nie kryła się za tym jakaś „teoria spiskowa" (uśmiech).

Obsuwa – 5 element hip-hopu według Muflona. Wy, jako autorzy producenckiego albumu, przekonaliście się o tym na własnej skórze... Z kim współpraca przebiegała najtrudniej i czy wszyscy zaproszeni goście zdążyli przed deadlinem?

W: Dokładnie, osobiście się w pełni zgadzam z tym stwierdzeniem. Jeśli chodzi o współpracę, to z żadnym z gości nie było problemów. Generalnie zgrać tyle osób na jeden projekt to logistyczne wyzwanie, wiadomo, każdy ma swoje sprawy etc. Samo robienie producenckiego albumu to wyzwanie.

S: Projekt powstawał dokładnie 2 lata, więc jak na taką ilość gości, uważam, że poszło to sprawnie i przyjemnie. Wiadomo, zdarzają się obsuwy, przesuwanie terminu nagrywki, ale będąc w tej grze, musimy się z tym liczyć. Każdy ma swoje sprawy, projekty, to normalne. Jedyne, co mnie wkurza, to że ktoś się przyklepuje na projekt, daje słowo, że się dogra za jakiś czas, Ty czekasz na jego zwrotkę, a on po 6 miesiącach mówi ci: „A wiesz co, jednak mi się nie chce itp." To już jest słabe i odbieram to jako brak szacunku do mojej osoby, czasu oraz pracy. Uważam, że lepsze jest przysłowiowe „spierdalaj" albo stanowcze „nie" niż jakieś ściemnianie, ciągłe przesuwanie terminów, a docelowo i tak nie ma zamiaru się dograć. Najlepsze są historie o chorobach, braku czasu albo braku weny, a nagle dowiadujesz się, że dogrywa się do innych projektów bardziej uznanych osób.

Nie jesteście na scenie od wczoraj. Jakie refleksje Was nachodzą po tak długiej przebytej drodze?

W: No jak wspomniałem wcześniej, „Ultraakustyka" jest moim debiutem na szerszą skalę. Wcześniej działałem na swojej lokalnej scenie. W 2012, kiedy Ekipa Tabasko wybrała mój remix w konkursie, zacząłem myśleć o działaniu na szerszą skalę. Poznaliśmy się z Siódmym i zaczęliśmy działać nad producencką płytą. Co do tego, jakie refleksje, myślę, że najlepszą będzie: „konsekwentna praca, samozaparcie i ciągły rozwój procentują". Dla mnie, jako osoby, która pochodzi z małego miasta, to było nowe doświadczenie i poniekąd spełnienie marzeń, móc współpracować z takimi ludźmi.

S: Ciężka praca, ciężka praca i jeszcze raz ciężka praca. Wiem, że brzmi to trochę banalnie, ale faktycznie tak jest. Jestem tego najlepszym przykładem. Zaczynałem przygodę z muzyką, nie znając nikogo w branży. Konsekwentnie robiłem swoje, nie zważając na krytykę osób trzecich. Zajęło mi to trochę lat, ale miałem wytyczone cele, od zawsze wiedziałem, co chcę osiągnąć w życiu. Teraz mam kolejne cele i będę dążył do ich osiągnięcia. Jeżeli nie będę miał problemów ze zdrowiem, bo to jest najważniejsze, to raczej nie mam żadnych barier, by wskoczyć na kolejny level. Podobnie jak Seba, na pewno spełniłem kilka swoich marzeń z młodości, choćby to, że jestem w Prosto.

Jaką wizję swojej twórczości i pozycji na scenie macie w perspektywie nie dalszej niż 5 lat?

W: Dobre pytanie... Szczerze, nie mam pojęcia. Życie nauczyło mnie, żeby lepiej na dłuższą metę skrupulatnie, krok po kroku niczego nie planować, bo może nagle odwrócić się wszystko o 180 stopni. Dla mnie osobiście rozwijać się muzycznie dalej, eksperymentować, szukać innych dróg i po prostu robić swoje.

S: To jest to jedno z pytań pojawiających się za każdym razem na rozmowach o pracę. Typowy HR-owski tekst (śmiech) – gdzie pan się widzi za 5 lat. Moim marzeniem jest zobaczyć na swojej ścianie złotą płytę, przy której miałem lub będę miał okazję coś tworzyć. Może to być moja płyta lub innego artysty, gdzie robię bit lub dogrywam gościnną zwrotkę. I nie chodzi tu o pieniądze, prestiż czy sławę, lecz o wewnętrzną satysfakcję i ambicje. Oczywiście chciałbym, żeby muzyka stała się moim jedynym źródłem utrzymania. Człowiek jest wtedy szczęśliwy, mając świadomość, że żyje z tego, w czym jest najlepszy i nadal sprawia mu to ogromną frajdę. Tego życzę sobie i innym. Najgorsze jest chodzić do pracy, której się nie lubi. Człowiek wtedy nie daje z siebie maximum i równolegle jest bardzo nieszczęśliwy.



Komentarze