UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Wywiady»WYWIAD: Proceente

WYWIAD: Proceente


sobota, 20 wrzesień 2014 01:00
WYWIAD: Proceente Fot. Tomek Karwiński


Chwilę przed premierą „Zupynalefkisplify" Adam Swarcewicz porozmawiał z Proceente m.in. o jego odporności na trunki, polakach, ilości gości na albumie oraz o jego wytwórni Aloha Entertainment.

VAIB: Zupy, nalewki, splify – czy preferujesz konsumpcję dokładnie w takiej kolejności?

Proceente: Tytuł płyty jest jak najbardziej chronologiczny. Nie nazywa się ona „Splifynalefkizupy" ani „Nalewkizupysplify". Taka jest logistyka działań w przypadku „hawajskiego patola", za którego się uważam. Żeby iść na melanż, spędzić go w sympatycznej atmosferze i następnego dnia być w stanie wykonywać swoje codzienne obowiązki, należy najpierw przyjąć tzw. fundament. Ja polecam pożywną, tłustą zupę, najlepiej na rosole. Dobry rosół na wołowinie lub kurczaku, z dużą ilością warzyw i przypraw, dostarczy nam takiej ilości witamin, że prawdopodobnie nie uda nam się tego wypłukać nawet przy silnych staraniach. Jak już zjemy taki pożywny obiad, możemy przejść do dwóch pozostałych składowych tytułu płyty. Konsumpcja nalewek na pusty żołądek to nie jest nic sympatycznego. Każda osoba, która kiedykolwiek piła na czczo, sama się o tym przekonała. Natomiast dobra nalewka po posiłku, kieliszek pigwówki, cytrynówki lub malinówki, to jest istne niebo w gębie. Jeśli chodzi o splify, sytuacja rozgrywa się bardzo naturalnie... im bardziej gasimy dzień, tym bardziej podpalamy lont. Także polecam wszystkim właśnie tym zakończyć biesiadę.

Jesteś odporny na mieszanie trunków?

– Staram się nie mieszać alkoholi. Od jakiegoś czasu zupełnie zrezygnowałem z picia wódek. Tak samo czystej wódki, jak i ze wszystkich kolorowych. Moja dieta alkoholowa składa się przede wszystkim z piw regionalnych. Staram się pić te piwa, które mają w sobie chmiel. Czasem napiję się whisky, ale to przy wyjątkowych okazjach. Jeśli chodzi o konsumpcję nalewek, to polecam je na chłodne, zimowe wieczory, kiedy jesteśmy lekko podziębieni, bądź spędzamy czas w miłym towarzystwie. Wtedy można postawić na stole gąsior z nalewką i przeprowadzić popisową konsumpcję. Ale nie chodzi o to żeby się od razu napierdolić i wypić cały gąsior, lecz starać się dozować przyjemność. Myślę, że nikt nie jest odporny na mieszanie trunków. Lepiej skoncentrować się na jednym rodzaju. Wtedy też unikniemy wszelkich powikłań i nieprzyjemności związanych z zatruciem. O ile piwo z whisky można zmieszać, podobnie jak piwo z nalewką, to jeśli miałbyś ochotę napić się jednego wieczoru wódki, piwa, wina i ginu, to najlepiej od razu przygotuj sobie wiadro. I nie chodzi tu o wiadro w pojęciu zespołu Okoliczny Element.


Dla mnie rap to umiejętność komentowania rzeczywistości i przekazywania jej w atrakcyjny sposób...Proceente

Myślisz, że Polska to naród pijaków?

– Niestety, alkoholizm mamy w genach. Wynika to w dużej mierze z naszej smutnej i pełnej przygód historii. Zabory były czasem, gdy zaborcy sprzedawali nam tani alkohol i upijali nas, żebyśmy tylko nie mieli ochoty, siły i czasu zająć się walką o wolność. Podobnie było po drugiej wojnie światowej. Tamto pokolenie nadużywało alkoholu nagminnie. Wystarczy poczytać książki Marka Hłaski czy też Leopolda Tyrmanda lub Melchiora Wańkowicza, nie mówiąc już o biografii Himilsbacha... Polska jest narodem nieco zwichrowanym jeśli chodzi o spożywanie alkoholu. Jeszcze długa droga przed nami, nim zmienimy swoje nawyki i zaczniemy czerpać zdrową przyjemność z picia. Wierzę, że spożywanie alkoholu nie musi wiązać się od razu z całkowitym pijaństwem i sytuacjami w stylu urwany film i złamany kciuk. Powiem szczerze, że sam od kilku lat staram się promować takie pozytywne podejście, staram się pić epikurejsko, a nie chlać i całkowicie się w tym zatracać.

„Bez jedzenia i bez spania, byle byłoby co pić"...

– To oczywiście cytat z Grzesiuka. Jest to miejska warszawska mądrość. Grzesiuk sam nie wymyślał tekstów piosnek, tylko podłapywał to co śpiewali ludzie na podwórkach. Tak czy inaczej - to właśnie oddaje ten stan ducha, o którym mówię. Sam byłem w przeszłości bardziej radykalny w podejściu do alkoholu. Nawet nagraliśmy w 2004 z Emazetem taki kawałek– „JTCBJ", czyli „Jebać to co będzie jutro". Ten kawałek opisuje dekadenckie podejście do picia, na zasadzie: „nic się nie liczy, jutro nic dobrego nam nie przyniesie, nie potrzebna nam jest praca i pieniądze, wystarczy, że tu i teraz mamy ten flakon i się nim dobrze upodlimy".

Fot. Tomek Karwiński

Wspomniałeś o takich ludziach jak Tyrmand, Hłasko czy Himilsbach. Jak myślisz, za co tamci pisarze mogliby lubić hip-hop?

– Przede wszystkim podziwiam tych pisarzy za ich bezkompromisowość. Każdy z nich przedkładał mówienie prawdy ponad materialne korzyści i przywileje. Jak wiemy, czasy powojenne były bardzo skomplikowane. Niezależne pisarstwo nie należało do zajęć łatwych, to był sport całkowicie ekstremalny. Dlatego myślę, że właśnie za tę bezkompromisowość i chęć przekazywania trudnych prawd tamci pisarze polubiliby hip-hop. Poza tym, rap jest niezależny. Hip-hopowcy nie starają się za wszelką cenę przypasować do mainstreamu i obowiązujących trendów w tzw. polskiej popkulturze. Stworzyli własny świat, własną płaszczyznę, na której mogą egzystować. Dodajmy też, że hip-hop jako forma muzyczna jest bardzo literacki. Tu środek ciężkości zdecydowanie chyli się ku treści, dlatego tekściarze mają duże pole do popisu. To jest coś dobrego z punktu widzenia pisarza. Oczywiście dodając jeszcze to, że teraz mamy wolność słowa i każdy artysta może wypowiadać się na temat otaczającej go rzeczywistości z własnej perspektywy. Można mówić wprost o paleniu marihuany albo o tym, że nie popieramy działań władzy. Hip-hop jest bardzo zróżnicowany. Są raperzy o poglądach prawicowych i lewicowych. Są tacy, którzy uważają się za osoby praworządne, są też ci, którzy równają do szarej strefy i świata przestępczego. Także jest to bardzo ciekawe zjawisko artystyczne, więc myślę, że zarówno Tyrmand, jak i Hłasko bardzo by to docenili.

Zgodziłbyś się ze słowami Muflona, który powiedział, że często więcej prawdy jest w tekstach prostych i oczywistych, niż tych silących się na inteligentne?

– Oczywiście. Ja osobiście hip-hop zawsze uważałem za reportaż. Co też jest związane z moim dziennikarskim wykształceniem. Dla mnie rap to umiejętność komentowania rzeczywistości i przekazywania jej w atrakcyjny sposób. A tak już jest, że dobre dziennikarstwo czy dobry reportaż po latach wchodzą w obszar literatury, tak jak na przykład ci twórcy, o których rozmawialiśmy wcześniej. Są takimi dziennikarzami, którzy dziś uważani są za najlepszych pisarzy. Na uczelni działałem trochę w Laboratorium Reportażu, tam przyjrzeliśmy się klasyfikacji wypowiedzi. Od suchego tekstu, aż po natchnioną improwizację. I tu dochodzimy do sedna zagadnienia. W rapie bardzo ważna jest improwizacja. Ci raperzy, którzy ocierają się o grafomanię i potrafią całymi dniami siedzieć nad jedną linijką, rzadko kiedy zostają zrozumiani przez słuchaczy. Hip-hop musi być wiarygodny, musi naturalnie wypływać od nadawcy. Wystarczy spojrzeć na rap w USA. Jak człowiek dokładnie wsłucha się w szlagiery zarówno współczesne, jak i te z lat 90- tych, zauważy, że nie są to bardzo skomplikowane wypo- wiedzi. Często można to nawet porównać z tekstami utworów disco polo. Jednak w hip-hopie ważny jest ten element improwizacji. Kiedy MC, nawet najprostszym językiem pełnym wulgaryzmów i skrótów myślowych, opowiada wiarygodnie o tym co go otacza i słuchacze mogą się z tym identyfikować - to BANG! Gdy odbiorca słucha tekstu i oczami wyobraźni widzi te wszystkie sytuacje, o których mówi raper, to znaczy, że ten dobrze spełnił swoje zadanie. Przykładem jest Notorious BIG, jak dla mnie największa z legend i najlepszy MC w historii rapu. Posłuchajcie płyty „Ready To Die" albo „Life After Heath". Tam nie ma bardzo skomplikowanych rymów czy niesamowitych technicznie popisów słownych, a jednak rap trafia od razu pod czaszkę i tam zostaje. O to w tym właśnie chodzi. 

W ten sposób wciąż trafia pod czaszkę mixtape Szybkiego Szmalu. Myślisz, że bylibyście w stanie powtórzyć ten wyczyn po latach? Z taką samą siłą jak wtedy?

– Jakbyśmy mogli to zrobić, pewnie byśmy to zrobili. Po prostu tak potoczyło się życie, że teraz trudno nam się wspólnie zebrać i stworzyć coś razem. Niełatwo też po nagraniu jednego takiego materiału jak „SzSz Mixtape 2005" nagrać następny tak samo spójny krążek. Nigdy nie chcieliśmy na siłę wydawać żadnego materiału w jakichś takich szczątkowych formach. Po co psuć tę markę, która jest już klasykiem. Jako że Szybki Szmal to bardzo demokratyczna instytucja, to póki wszyscy razem się nie dogadamy, wolimy robić inne projekty, niż sprzedawać ludziom produkt „czekoladopodobny". Wszystkich, którzy narzekają, że Szybki Szmal nic nie nagrywa, staram się jednak uświadomić, że przecież ciągle jesteśmy grupą przyjaciół i gdyby przeliczyć wszystkie kawałki, w których miała miejsce nasza kolaboracja, to byłoby ich około dwustu. Osobiście uważam, że materiały szybkoszmalowe cały czas powstają. Ja wypuszczam płytę „Zupynalefkisplify", Łysonżi kończy prace nad projektem „Browka Szpinak", z tego co wiem to Kali też pracuje nad nowym materiałem. Przed wakacjami wyszło długo oczekiwane „High Definition" Ciecha i Małego Esz'a oraz mixtejp „Po południu tego drugiego". Ciągle jesteśmy w grze.

Zawsze chciałem, żeby słuchały mnie osoby, które szukają w muzyce ponadczasowości, dla których ważny jest epikurejski splendor i etos zasadProceente

Na Twoim nowym krążku, podobnie jak na poprzednich produkcjach, pojawia się sporo gości. Jak udaje Ci się to wszystko zorganizować i utrzymać nad tym porządek?

– Zawsze za swój wzór uważałem Dżonsona, który robi to jeszcze skuteczniej niż ja. Współczuję każdemu raperowi lub producentowi, którego Łysonżi weźmie na celownik i zaczyna na nim wywierać presję. Na jego nadchodzącej płycie pobity zostanie zapewne kolejny rekord w ilości gościnnych występów. Ja też bardzo lubię współpracę z różnymi ludźmi, słucham co dzieje się w Polsce i na świecie. Inspirują mnie rzeczy innych raperów, nie jestem zazdrosny o ich twórczość. Powiem szczerze, sam jestem zdziwiony, że na „Zupynalefkisplify" jest aż tylu gości. Oczywiście nie mówimy tylko a raperach, ale też producentach, wokalistach i DJ-ach. Zależało mi na tym, żeby tę płytę nagrać z osobami, których światopogląd w dużym stopniu pokrywa się z przekazem tego albumu. Z każdym z nich chętnie zjadłbym zupę, napiłbym się nalewki i na pewno z każdym chętnie zajarałbym splifa. Talenty organizacyjne mam we krwi, każdy projekt uczy mnie czegoś, dzięki czemu zyskuję cenne doświadczenie. Można powiedzieć, że produkcja wykonawcza to moje hobby i praca.

Nawiązując do obecności Ostrego i Hadesa. Album „HAOS" spotkał się z wieloma zarzutami o populistyczne teksty. Co Ty rozumiesz jako populizm w rapie?

– Wydaje mi się, że populizm to manipulowanie odbiorcą i mówienie wszystkiego w tak okrągły sposób, żeby każdemu się spodobało i każdy chciał to kupić. Jeśli chodzi o płytę „HAOS", to nie uważam żeby ta płyta była populistyczna. Według mnie jest to bardzo fajny album przeznaczony również dla młodszego pokolenia odbiorców. Nie widzę w tym nic złego, zwłaszcza, że zgadzam się z większością hipotez i tez postawionych na tym albumie. Myślę, że jest to płyta łatwo przyswajalna nawet przez osoby, które nie siedzą głęboko w hip-hopie. O.S.T.R. i Hades są bardzo rozpoznawalnymi osobami i słuchają ich także ludzie, którzy na co dzień obcują z zupełnie inną muzyką. Krytyczne głosy wokół tego projektu wynikają poniekąd z tego, że u nas w Polsce kiedy ktoś osiąga sukces i faktycznie gra więcej koncertów niż pozostali, czasem dziwnym trafem zaczyna się wokół niego gromadzić negatywna energia. Jednak myślę, że chłopaki tym się nie przejmują i robią swoje. Pozdrawiam serdecznie!

Fot. Tomek Karwiński

Ty jesteś w stanie określić, jak wygląda Twój fanbase?

– Myślę, że po latach jestem w stanie zdefiniować moich odbiorców. Pozyskiwałem ich przez kilkanaście lat. Może zacznę od tego, jakich odbiorców starałem się mieć, bo to, jaką płytę nagrasz i jaki masz styl bycia, odbija się na tym, jakich masz słuchaczy. Mi zawsze zależało, żeby trafiać do ludzi, którzy są w jakiś sposób świadomi. Do tych, którzy zwracają uwagę na treść. Ludzie, którzy w hip-hopie szukają niekoniecznie beefów i skandali, a raczej ciekawego, wartościowego przekazu. Zawsze chciałem, żeby słuchały mnie osoby, które szukają w muzyce ponadczasowości, dla których ważny jest epikurejski splendor i etos zasad. Dlatego w swoim hip-hopie kładę nacisk na wartości, które warto mieć głęboko w sercu. Rozmawiam z ludźmi na różnych imprezach, cieszy mnie, że są to zazwyczaj fajne, inteligentne i sympatyczne osoby. Chciałbym, żeby młodzi patrzyli na świat na zasadzie pewnego zbioru możliwości, a nie wrogiego tworu, który chce ich stłamsić. Hawajscy patole to hedoniści, epikurejczycy, osoby miłujące życie, lubiące wypić piwko, pobawić się, pójść z dziewczyną do kina, a potem do łóżka. Ludzie, którzy lubią w sympatycznym gronie oddać się stylowej patologii. Zawsze tak widziałem swoich odbiorców i myślę, że w dużym stopniu to się pokrywa z rzeczywistością. Powiedzmy sobie szczerze, moja twórczo i hip-hopowe działania Alohy to nie jest mainstream. Stano- wimy niszę, którą staramy się sukcesywnie rozwijać. Działamy na luzie, ale z pełną dbałością o detale i empatią, dzięki czemu w Aloha szklarni można wyhodować bardzo interesujące gatunki roślin... Mieliśmy kiedyś taki kawałek z Echinaceą, pt. „Miejski Kwiat". Myślę, że to jest pewnego rodzaju definicja alohowej rodziny.

Mówisz o niszowości Alohy. Myśleliście o innych droga promocji jako wytwórnia? Na przykład piwo Aloha stojące na półce w sklepie?

– Trafiłeś w sam środek tarczy moich przedsiębiorczych pomysłów. Faktycznie mamy taki plan, i jest to coś, co już się realizuje. Myślę, że „hawajscy patole" nie byliby rozczarowani takim piwem. Oczywiście pierwszym wydawnictwem, które to zrobiło, jest Alkopoligamia.com i już nikt tego chłopakom nie odbierze. Jednak nie wyobrażam sobie sytuacji, w której na rynku miałoby być tylko piwo Alkopoligamii, bardzo smaczne swoją drogą. Interesuję się rynkiem browarniczym, metodami produkcji i dystrybucji oraz oczywiście efektem końcowym, bo lubię po prostu pić piwo. Jest to zupełnie naturalna sprawa, że Aloha też w przyszłości będzie produkować browar.

Ile miałoby procent?

– Wiesz, nie przepadam za jasnymi piwami, które mają od siedmiu procent w górę, a ich celem jest sponiewieranie. Myślę, że alohowy browar miałby w okolicach pięciu procent. Według mnie jest to optymalna zawartość alkoholu w złotym płynie. Sam też takie piwa najchętniej pochłaniam. Gustuję w browarach czeskich i tych lepszych polskich. Bardzo lubię piwo Lwówek Wrocławskie, które nie jest specjalnie mocne, a którym można się świetnie orzeźwić. Myślę, że piwo alohowe także będzie takim dobrym pilsem o wyrazistej nucie chmielu.

Rozmawiamy przed premierą Twojej płyty. Jesteś w stanie przewidzieć jaki będzie jej odbiór?

– Przy premierze każdego albumu myślę, że jest to właśnie ta płyta, która całkowicie zmieni moje życie i będzie stanowiła punkt zwrotny na mojej hip-hopowej drodze watażki. Liczyłem na to zarówno w 2009 roku, kiedy wychodziła płyta „Galimatias", jak i pod koniec 2011, kiedy wychodziło „Aloha 40%". Jak będzie tym razem? Nie mam zielonego pojęcia. Pozytywny odbiór jest już teraz. Preordery znajdują odbiorców, nie jest źle. Poza tym czułem pozytywny odbiór na koncertach przedpremierowych na Hip Hop Kempie, na festiwalu w Giżycku i w Żywcu. Dla mnie najważniejsze jest być szczerym wobec samego siebie. Włożyłem w ten album całe pokłady zajawki i energii twórczej. Zaprosiłem do współpracy wyjątkowych artystów, którzy w mojej opinii dysponują stylem świetnie pokrywającym się z moim muzycznym temperamentem. Podszedłem do tego projektu bardzo ambitnie, teksty pisałem z pełnym poświęceniem. Całe życie wierzę, że to, co dajesz innym, w końcu do ciebie wróci. Moja muzyka jest ponadczasowa. Płytę nagrałem po to, żeby na trwałe zapisała się w historii polskiego hip-hopu. Nie oznacza to, że album „Zupynalefkisplify" będzie pierwszy na liście OLIS i wybudują mi w tym roku pomnik. Myślę jednak, że fani będą usatysfakcjonowani i płyta na dłużej zagości w ich soundsystemach.



Komentarze