UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Wywiady»WYWIAD: Gedz

WYWIAD: Gedz


czwartek, 20 listopad 2014 19:34


VAIB: 24 października ukazał się Twój drugi solowy album. Masz jakieś oczekiwania, obawy?
GEDZ: Obawiam się, że wytłoczyliśmy za małą ilość płyt (śmiech). Chciałbym by ten krążek spełnił oczekiwania ludzi. To wszystko.
 
Biggie nawijał „Sky is the limit", z kolei tytuł Twojego najnowszego albumu brzmi „Niebo Nie Jest Limitem". Uważasz, że w życiu nie ma granic?
– W życiu trzeba dawać z siebie wszystko, by tych granic nie było.
 
Na NNJL lista gości jest dość uboga. Ma to związek z tym, że za album odpowiedzialnych jest aż sześciu producentów?
– Nie ma to żadnego związku. W prace nad NNJL zaangażowane było mniejsze grono niż w przypadku SBWR – organizacyjnie dużo prościej jest działać z mniejszą liczbą osób. Są to moi koledzy, znamy się od lat, dyskutujemy na różnorakie tematy, przez co prościej jest nam dogadać się na płaszczyźnie muzycznej.
 
Wydajesz w UrbanRec przy kolaboracji z B.O.R-em. Na czym polega wsparcie B.O.R-u?
– Informacje tego typu padały przy poprzednim albumie. Nie przypominam sobie, byśmy przy okazji promowania NNJL używali takiej informacji. W celu rozwiania wszelakich wątpliwości zaznaczę, że B.O.R. to ekipa, którą reprezentuję, natomiast UrbanRec - wytwórnia, w której wydaję płytę.
 
Na nowym albumie nie ma Twoich produkcji. Praca przy pisaniu i nagrywaniu tak Cię pochłonęła, czy była to zamierzona konwencja?
– Wszystko było zamierzone. Rzadko zdarza mi się zrobić bit, pod który bym zarapował. Jako producent preferuję nieco inne klimaty muzyczne niż jako raper, chociaż ostatnio zdarza mi się dojść do konsensusu między Gedzem raperem i producentem (śmiech).
 
Jakiej polskiej muzyki byś nie samplował?
– Jeśli ktoś nie jest ograniczonym producentem, to w każdym gatunku muzycznym znajdzie sampel, który można w ciekawy i innowacyjny sposób wykorzystać. Należy szanować największe dobra polskiej muzyki, ale to nie znaczy, że nie można po to sięgać.
 
Bardziej czujesz się raperem czy beatmakerem?
– To często ulega zmianie. Są okresy, w których więcej rapuję niż produkuję i odwrotnie. Obie rzeczy sprawiają mi przyjemność aczkolwiek na dzień dzisiejszy jako producent/ beatmaker mam sobie jeszcze sporo do udowodnienia aniżeli raper.
 
Poza nadchodzącym albumem możemy spodziewać się w tym roku jeszcze jakichś projektów od Ciebie?
– W maju ukazał się mixtape pt. „Satori", premiera NNJL planowana jest na 24.10. Wydaje mi się, że to odpowiednia ilość projektów jak na jeden rok. Jedyne czego można się spodziewać z mojej strony w ostatnim kwartale 2014 roku to kilka klipów i remixów do utworów z „Niebo nie jest limitem" oraz gościnnych udziałów u zaprzyjaźnionych raperów i producentów.
 
Zauważyłam, że spora część raperów, w tym również Ty uległa modzie na Bucket Hat, myślisz, że image odgrywa w dzisiejszych czasach dużą rolę w karierze rapera?
– A czy mój Ojciec, który za moim „poleceniem" zakupił w 2006 roku Bucket Nervousa też uległ modzie (śmiech)? Bez wątpienia „image" jest bardzo ważny – tylko co ma czapka do sposobu postrzegania danej osoby? Dla mnie liczy się przede wszystkim charakter, poglądy oraz charyzma rapera, a to jak wygląda jest raczej na ostatnim miejscu. Jeździłeś na deskorolce.
 
Co uważasz za lepsze - perfekcyjnie sklejony heelflip czy ledwo wykręcony kickflip croocked grind?
– Raczej perfekcyjnie sklejony HeelFlip. Nigdy nic na pół gwizdka. Przenosząc te kryteria na środowisko rapowe.
 
Co jest ważniejsze - styl czy technika?
– Ciężko jest to kategoryzować, nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Zarówno słuchacz jak i twórca oczekuje od muzyki czegoś innego. Według mnie raper przede wszystkim powinien nieść treść i mieć charyzmę oraz indywidualny styl, a także nieustanną chęć rozwoju, technikę odstawiłbym na dalszy plan.
 
Myślisz, że nadchodzącym materiałem możesz stanąć w konkury z obecną pierwszą ligą?
– Od dawna jestem w pierwszej lidze, a tą płytą tylko to potwierdzę.
 
Wyobraźmy sobie sytuację, że podchodzi do Ciebie młody człowiek, który dopiero zaczyna słuchać rapu. Patrząc na Lil Wayne'a, widzi po prostu wytatuowanego murzyna, który ma ładne klipy. Jakbyś mu wytłumaczył fenomen tego rapera?
– Lil Wayne jest raperem o błyskotliwej liryce i ciężkiej do okiełznania stylówce. Jeśli ów młody człowiek jest ciekawy muzyki jako zjawiska i nie ma klapek na oczach, to na pewno w dobie internetu doskonale poradzi sobie beze mnie.
 
Nie uważasz, że polscy raperzy przesadnie zachłysnęli się newschoolem?
– Nie tyle przesadnie zachłysnęli, co pogubili... Niektóre osoby po prostu nie czują nowych bitów, a usiłują na nich rapować, ale w sumie lepsze to niż robienie przez 10 lat kawałków w tym samym klimacie.
 
Miałeś to rzucić, jak Małpa, ale musiałeś wrócić. Życie bez muzyki na tym etapie jest już niemożliwe? – „Muzyka to mój Red Bull – dodaje mi skrzydeł/ Rozumiem się z nią bez słów – to związek na całe życie" Myślisz, że temat pieniędzy w polskim rapie już przeszedł do normalności?
– Nie wydaje mi się, by pieniądze w rapie były jeszcze tematem tabu...


Komentarze