UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Recenzje»RECENZJA: Peja "Książę aka. SLUMILIONER"

RECENZJA: Peja "Książę aka. SLUMILIONER"


czwartek, 20 listopad 2014 12:41


Informacje o albumie

  • Data Premiery: 18.10.2014

Jedna z najbardziej oczekiwanych płyt tego roku doczekała się premiery. „Książę aka. SLUMMILIONER", czyli czwarte solo Peji, to przede wszystkim obraz dojrzałego mężczyzny, który lata brawury ma już za sobą. Uczy młodego słuchacza na swoich błędach, nie stawiając siebie w pozycji wzoru czy autorytetu. Oczywiście częściej „Bycie Ryszardem nie Peją" nie spowodowało, że raper stracił pazur. Po raz kolejny mocno zaznacza swoją pozycję na scenie, posyłając przy tym pstryczka w nos paru kolegom z branży. Towarzyszy temu klasyczne brzmienie White House. Charakterystyczne, głębokie basy, mocne bębny i cięte sample idealnie pasują do Peji, w sercu którego miłość do hip-hopu wciąż płonie żywym ogniem. Wierni fani z pewnością będą usatysfakcjonowani. Niestety status legendy nie usprawiedliwi wszystkiego. Jedna wypracowana metoda na nawijkę okazuje się kluczem uniwersalnym do wszystkich bitów. Peja przez ponad godzinę gna przed siebie na jednym flow, nie patrząc czy to akurat bragga, refleksje z cyklu „backindadays" czy przestroga przed skutkami nadmiernego picia. Cały album okazuje się jednym, długim trackiem. Nieco chaosu wprowadzają też featuringi. „Książę" to płyta, na której pojawia się Dono, Marek Dyjak, AZ i Glaca. Czysty surrealizm. Tym bardziej, że gospodarz nie był w stanie nad wszystkim zapanować i momentami nie można oprzeć się wrażeniu, że całość rozlatuje się na kawałki. Godny podziwu ogrom pasji. Niestety, to nie wystarczy.



Komentarze