UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Artykuły»#DawajnaPłock - Relacja z festiwalu Polish Hip-Hop TV Festival

#DawajnaPłock - Relacja z festiwalu Polish Hip-Hop TV Festival


poniedziałek, 05 wrzesień 2016 10:46
fot. Sebastian Adamkiewicz fot. Sebastian Adamkiewicz


Już po raz czwarty na początku sierpnia nadwiślańska plaża w Płocku zmieniła się w mekkę hip-hopu, do której zmierzyło kilka tysięcy fanów rapu z całego kraju. Ten rok był szczególnie wyjątkowy. Dlaczego? Po prostu tym razem na scenie pojawił się prawie cały polski hip-hop.

Wszystko zaczęło się już w czwartek, w pobliskiej dyskotece Imprezy na Fali, gdzie koncert zagrał: Kuba Knap, Kuban & DJ Pasza, Nerwus i Te-Tris. Każdy z nich w swoim stylu porwał publikę do zabawy. Jak na typowe „before party" impreza była gorąca, a mała przestrzeń koncertowa tylko potęgowała siłę, jaką raperzy dawali z siebie na scenie. Choć było to dopiero preludium przed główną imprezą, już można było się spodziewać, że ta edycja festiwalu bez wątpienia będzie należeć do udanych.

Piątek, czyli pierwszy oficjalny dzień festiwalu, rozpoczął się koncertem Arowa, Sariusa i Małpy. Każdy z nich po kolei coraz bardziej rozkręcał atmosferę i mimo, że były to dopiero godziny popołudniowe, publika chętnie odwzajemniała energię. Potem było jeszcze lepiej. Piątkowe koncerty minęły pod znakiem m. in. takich tuz, jak Solar/Białas, Bisz & B.O.K., Rasmentalism, O.S.T.R., Quebonafide czy KęKę. Każdy z nich wykonał swój klasyczny repertuar, z którym ludzie byli już zaznajomieni i dobrze wiedzieli, jak reagować na kolejne numery.

PLHHF16 SEBASTIAN ADAMKIEWICZ 21

Z piątkowego wieczoru na szczególną uwagę zasługują trzy koncerty.

Na płockiej scenie pojawił się Pezet, który po trzech latach wrócił do grania. Trudno było uwierzyć, że jest to powrót po tak długiej przerwie. Siła, ogień i ekspresja, połączona ze wsparciem niesamowitych muzyków, uczyniły ten koncert jednym z najlepszych, jakie odbyły się w tym roku na płockiej scenie.

Drugim wyjątkiem piątkowego wieczoru był Taco Hemingway. Już sama obecność warszawskiego rapera na płockim festiwalu była dla wielu zaskoczeniem. Taco zawieszał mikrofon na statywie, nie skakał po całej scenie i jako jeden z niewielu nie namawiał publiki do robienia hałasu. Mimo tego, cały tłum z ekscytacją reagował na każdy numer i razem z raperem śpiewał wszystkie zwrotki od początku do końca, nawet te z „WOSKU", który przecież ujrzał światło dzienne chwilę przed festiwalem.

Trzecim wydarzeniem był oczywiście koncert ekipy Snowgoons, którzy swoim symfonicznym klimatem zupełnie wyrwali festiwal z „polsko-rapowego" kontekstu, jednocześnie sprowadzając go do czystej hip-hopowej formy. Orkiestrowe sample niemieckich producentów były testem nie tylko dla słuchaczy, ale też dla sprzętu nagłośnieniowego na imprezie. Na szczęście jedno i drugie zdało egzamin.

Sobotnie koncerty rozpoczął Rasti, Otsochodzi i Sitek. Wszyscy spotkali się z dużą aprobatą ze strony publiki, która oczywiście dopiero rozgrzewała się do zabawy. Następnie wystąpił m. in. Łona/Webber & The Pimps, Dwa Sławy, Ten Typ Mes i VNM. Niesamowity koncert zagrała ekipa JWP/BC, która tylko utwierdziła w przekonaniu, że ich materiał jest stworzony idealnie pod występy sceniczne. Zebrany tłum prawie poprzewracał barierki podczas śpiewania refrenów z takich kawałków, jak „Tworzymy Historię" i „Szesnastki".

PLHHF16 SEBASTIAN ADAMKIEWICZ 251

Jednym z najważniejszych koncertów wieczoru był występ ONYX, którzy dali swoim fanom dokładnie to, czego oni oczekiwali, czyli brudną, charyzmatyczną, przepełnioną hardcorem energię rodem z Queens. Sticky Fingaz i Fredro Starr zagrali przekrojowy materiał ze swoich sześciu płyt, nie zabrakło wybuchowego „Shut'Em down", „WakedaFucUp", czy też klasycznego „triubute" dla raperów, którzy odeszli. Spotkało się to z dużym aplauzem ze strony publiki.

Sobotni koncert, podobne jak rok temu, zamknął Tede. Jacek Graniecki już przyzwyczaił nas, że jest solidną firmą, na której można polegać. Tak też było tym razem, czego dowodem były tysiące rąk uniesione w górze podczas grania zarówno nowych hitów, jak „WYJE WYJE BANE", oraz klasycznych, czyli oczywiście „Drin za Drinem"

Charakterystycznym elementem tegorocznych koncertów było to, że rzadko kiedy ze sceny schodziły instrumenty. Niemal podczas każdego występu raperom i DJ-owi towarzyszyła gitara i perkusja. Dodawało to dodatkowej dynamiki i bez wątpienia zawyżało jakość całego festiwalu. Najlepsze pod tym względem okazały się występy Pezeta, Mesa, Łony i Webbera z The Pimps i B.O.K.

Oprócz głównej sceny, podobnie jak w zeszłym roku został rozstawiony Red Bull Tour Bus. Tam swoje koncerty zagrali początkujący i zasłużeni gracze polskiego undergroundu: ReTo, Emes Milligan, Igrekzet, OXON / REVO, Eripe i Deys. Na scenie Red Bulla odbył się też finał płockiej bitwy freestylowej, którą w tym roku wygrał Czeski.

PLHHF16 SEBASTIAN ADAMKIEWICZ 264

Jedną z głównych zalet płockiej imprezy jest organizacja, zawsze dopięta na ostatni guzik. Twórcy festiwalu to profesjonaliści, którzy trzymali się programu z precyzją szwajcarskiego zegarka. Mimo wszystko zdarzało się, że pauzy między koncertami były zbyt duże. Starali się wypełniać je imprezowi wodzireje, czyli nieobliczalny Wójek Samo Zło, stary wyga CNE i Bonez, którego wszędzie było pełno o każdej porze dnia i nocy. Momentami ich koncertowe small talki nużyły i przedłużały się, zwłaszcza, gdy zapętlali się okrzykach z cyklu: „Zróbcie hałas!" i „Jesteście tu?". Na szczęście wszystko odbyło się w dopuszczalnych granicach.

Sprawą, której nie sposób pominąć, był brak innych elementów kultury na festiwalu. Oczywistym jest, że polski „hip-hopowiec" to słuchacz głownie polskiego rapu, jednak reklamowanie imprezy, jako hip-hopowej, powinno spełniać zasady hip hopu. Rozłożenie maty i zwerbowanie kilku boyów, czy przygotowanie prowizorycznej ściany dla paru writerów prawdopodobnie nie byłoby wielką trudnością. Tego zabrakło, szkoda. To na pewno dołożyłoby kilka ważnych cegiełek i wpłynęło na jakość całej imprezy.

I tak kolejna edycja Polish Hip Hop TV Festival dobiegła końca. Pomijając kwestie występów, płocka impreza to przede wszystkim specyficzny klimat i hip-hopowa, wakacyjna aura, która przez cały festiwal unosi się w powietrzu nawet, kiedy pogoda płata figle. To dobre, różnorodne jedzenie w food truckach, kolejki w sklepach zawładnięte przez festiwalowiczów, poranne podróże pod prysznic i oczywiście pole namiotowe, które nigdy, ale to nigdy nie idzie spać.

Impreza rozwija się z roku na rok. Każda kolejna edycja przynosi nowe rozwiązania, które czynią Polish Hip Hop TV Festival bezkonkurencyjnym, jeśli chodzi o polskie wydarzenia hip-hopowe. Jeśli tak będzie dalej, będziemy mieli do czynienia z całkowicie nową jakością imprez w polskim rapie. Czego możemy życzyć sobie i organizatorom.

PLHHF16 SEBASTIAN ADAMKIEWICZ 337



Komentarze