UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Świat»Artykuły»7 grzechów głównych: Eminem

7 grzechów głównych: Eminem


czwartek, 20 październik 2016 20:34
7 grzechów głównych: Eminem fot. materiały prasowe


Eminem przypomniał nam o sobie w związku z trwającą w USA kampanią prezydencką. Napomknął też o powstawaniu nowej płyty. Z tej okazji my przypomnimy o Eminemie, który to zawsze gdy zabierał głos, pobudzał do dyskusji wszystkie możliwe grupy społeczne

Pycha

Sam uważa się za Boga i diabła, i to jednocześnie. Nie da się ukryć, Eminem to Bóg rapu z diabelskim talentem do szerzenia sodomy. Mało kto z taką finezją rozbijał granice cenzury i przyzwoitości w mediach. Zło w czystej postaci, od którego młodzież dostaje wypieków na twarzy, matki zamykają córki w domach, a Tau wydzwania po najlepszych egzorcystów.

Chciwość

Chciwy sukcesu? Sławy? Bycia numerem jeden? Trudno powiedzieć. Kolejna opowieść o sukcesie białego śmiecia z Detroit wpisuje się w naiwną historyjkę z cyklu „od zera do milionera". Jedno jest pewne, już na „Infinite" było słychać, że mamy do czynienia z młodym skurwielem idącym po swoje, a Dr Dre dobrze wiedział, co zrobić z tym potencjałem.

Nieczystość

Sam w niewybredny sposób oceniał nieczyste kontakty między dwoma mężczyznami, jednak poklepanie po pupach z Eltonem Johnem, choć tylko na chwilę, oficjalnie zażegnało konflikt obu stron. Grande amore z Kim przechodziło wiele perturbacji, a raper w swoich tekstach już kilkakrotnie przerobił całą Kamasutrę ze wszystkimi pop-gwiazdkami Hollywoodu. Yeah bitch, you want Slim!

Zazdrość

Budził ją przede wszystkim u konkurentów, którzy chcieliby wskoczyć na jego miejsce. Owszem, sklejek tu nie brakuje. Rzecz w tym, że gdyby w pełni zmatematyzować nawijkę Eminema i stworzyć logarytm opisujący jego technikę , to większość raperów nie potrafiłaby doliczyć nawet do połowy.

Obżarstwo

W całości zżarł Everlasta, posilił się Benzino i Ja Rulem, a po Canibusie mu się nawet nie odbiło. Wszamał nawet bogu ducha winnego Freda Dursta, zamiast pozwolić biedakowi brylować w baseball'ówce po kalifornijskich college'ach.

Gniew

Marshall gwałcił własną matkę, zarzynał gardła gejom i prostytutkom, a zwłoki własnej żony bezcześcił już chyba z przyzwyczajenia . A i tak pozostał sympatycznym blond-chłopcem z wesołymi refrenami.

Lenistwo

Można odnieść wrażenie, że przerwy miedzy płytami Eminema to lata świetlne. Trudno się temu dziwić, zwłaszcza że każdy jego nowy singiel to pomachanie w kierunku reszty sceny z wiadomością – tak będziecie rapować za 10 lat. Pomijając kokieteryjne deklaracje pod publikę, oby jego plany o emeryturze były ciągle daleko za horyzontem.



Komentarze