UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Wywiady»Bleiz: "Im więcej słyszę tych młodych raperów, tym coraz bardziej się wstydzę."

Bleiz: "Im więcej słyszę tych młodych raperów, tym coraz bardziej się wstydzę."


piątek, 28 październik 2016 12:14


Poniżej prezentujemy krótką rozmowę z Bleizem - założycielem firmy "Grill-Funk", autorem albumu "Grill-Funk 2", który swoją premierę obchodził 10 lipca. Krążek wyprodukowany przez Etena jest trzecim solowym materiałem reprezentanta Wrocławia. W tym roku ukazał się również projekt pt. "Aloha-Grill", stworzony wspólnie z Proceentem. 

VAIB: W czasach prymu nowoczesnych brzmień opakowanych w „atrakcyjną" formę, trudno jest tworzyć muzykę „starszej daty"? Nie czujesz się trochę leśnym dziadkiem?

BLEIZ: Nie uważam się za twórcę muzyki „starszej daty". Nasza Grill-Funkowa familia to prawdziwi, wykształceni muzycy z krwi i kości. Czerpiemy inspirację od najlepszych i w naszych utworach wykorzystujemy dużo innowacyjnych rozwiązań. Jeżeli dobrze rozumiem, to masz na myśli te wszystkie proste melodyjki z wykręconym komputerowo wokalem i flow, gdzie wszyscy są tacy sami – dla mnie ani to nie jest atrakcyjne, ani to nie jest dobre.

- „Wszystko rżnięte na jedno kopyto, wszystko dzisiaj nazywa się hip-hop" – nawijasz w „Dla Kogo". Przewidujesz koniec mody na newschool i ponowny zwrot w kierunku klasycznych lub żywych brzmień?

- Muzyka cały czas ewoluuje i nazwa newschool zaczęła funkcjonować mniej więcej od kilkunastu lat – więc nie jesteś w stanie tego zaszufladkować. Klasyczne i żywe brzmienia wykorzystywane są cały czas i mają się dobrze – patrz Kendrick, J. Cole, Big K.R.I.T. – a u nas O.S.T.R., Rasmentalism, Mielzky, Gedz. Druga strona medalu jest taka, że w Polsce większość tego, co teraz się pojawia, czerpie z najgorszego plastiku z USA z domieszką rodzimego Disco Polo. Im więcej słyszę tych młodych raperów, tym coraz bardziej się wstydzę. Coraz większa jest pochwała chamstwa, prostactwa i wulgarności. Dwa to znajomość języka polskiego jest coraz gorsza. Ilu jest już raperów, którzy „spadają w dół"? Możliwe, że ta bańka nienawiści i niewiedzy w pewnym momencie pęknie. Czas pokaże.

- Twoje albumy, jak chociażby „Grill-Funk Blues" czy duet z Proceentem zawsze zbierają dobre recenzje wśród dziennikarzy i słuchaczy, co rzadko przekłada się jednak na dotarcie do odbiorcy na skalę masową. Mam wrażenie, że hip-hop bez sampli, oparty na aranżach, wciąż kojarzy się nam z egzotyką...

- Myślę, że jakby większość znanych osób, które słuchają moich płyt – podzieliłoby się tymi utworami publicznie – mielibyśmy szansę na większy rozgłos. Ale oni się boją, albo wydawca nie pozwala im się tym dzielić ;). Tak samo, gdyby ten wywiad ukazał się na papierze, nie cyfrowo (śmiech). Dużo wiadomości czy telefonów dostaję po premierze z gratulacjami, słowami uznania za moje płyty – jest to cholernie miłe, a zarazem nieskromne z mojej strony, że się tym dzielę (śmiech). Cóż - tak jest, fundamenty są mocne i wierzę, że w pewnym momencie ta muzyka dotrze dalej. A wracając do świetnie zaaranżowanych płyt to polecam ostatnie albumy O.S.T.R.ego (aranż Steva Nasha w „To Mój dzień"!!!), Mesa, czy numer „Gdzie jest siano 2" Gedza – co Grrracz tam zrobił, to jest mistrzostwo totalne. Nie uważam tego za egzotykę.

- Niektórzy twierdzą, że etap tworzenia brzmień hip-hopowych nie powinien być skomplikowany, a szybki i naturalny. Twoja płyta to wielogodzinne prace wielu muzyków i wokalistów. Mamy rok 2016, a takie zabiegi wciąż traktuje się jako przełamywanie barier. Raperzy często odbębniają swoje kwestie na majku w 30 minut, reszta to sprawa realizatora.

- O gustach się nie dyskutuje podobno. My tworzymy muzykę w każdym tego słowa znaczeniu i jest to naturalne. Aż dziwnie słyszeć, że normalna praca to dzisiaj przełamywanie barier :D. Takie albumy wydawałem już w 2004. Sprawia mi to dużo radości.

- Na „Grill-Funk 2" pojawia się jeszcze więcej gości niż na „jedynce". Nie obawiałeś się, że płyta będzie odbierana jako „rzecz wspólna", a nie jako szkielet współpracy na linii Bleiz-Eten?

- To jest rzecz wspólna, a ja jestem tzw. „głową projektu", czy prościej - producentem wykonawczym. Nad tym albumem poza mną i Etenem pracowało jeszcze kilkanaście osób.

- Refreny to jeden z najmocniejszych punktów tej płyty, głównie za sprawą Cywinsky'ego. Jeśli wolisz zostawiać je zdolnym wokalistom, to czy sam bierzesz udział w procesie ich tworzenia, czy jednak najczęściej ufasz ich talentom, zostawiając im wolną przestrzeń?

- Jeżeli zapraszam kogoś na swój album, to ufam mu w stu procentach i zostawiam mu wolną przestrzeń. Zawsze jestem obecny podczas nagrań, czy procesu tworzenia - dzielimy się pomysłami i dodatkowo każdy otwarty jest na obopólne sugestie.

- Ludzie wciąż kojarzą g-funk z hustlerskim tonem i prostackim rozumowaniem świata. Ty udowadniasz, że może posiadać on zarówno wartość refleksyjną, jak i opowiadać o rzeczach prostych, z którymi utożsamiać może się każdy. Mam wrażenie, że w przypadku najnowszego albumu nastąpiło bardziej to drugie. Starasz się czasem świadomie znaleźć w tym pewne wyważenie, czy może zależność między dawkami przekazu a rozrywki jest sprawą zawsze otwartą, wychodzącą „w praniu", naturalnie?

- W większości wszystko przychodzi naturalnie, ale ogólny zamysł jest taki, aby dobrze słuchało się tych utworów każdemu, niezależnie od jego wieku czy upodobań muzycznych.

- Jest też druga strona medalu – monotonia. Nie spotkałeś się z sytuacjami przypinania Ci łatki rapera od muzyki, której słucha się tylko latem w oparach dymu z grilla? Choć obaj wiemy, że to nie prawda.

- To jest nagminne, tak jak zapraszanie mnie na numery o imprezie, grillu i bity w moim stylu (śmiech). Zimy coraz mniej w Polsce, także prognozy są lepsze dla nas (śmiech).

- Przeglądając kiedyś opinie na temat „Grill Funku" na ślizgowym forum, natknąłem się na pewną ciekawą interpretację: „Ten Bleiza grill wychodzi na zamulający, wszyscy obżarli się, leżą, patrzą w chmury, nie rozmawiają." Jak ważnym elementem w Twojej twórczości jest z jednej strony muzyczna energia, a z drugiej – spokojny i nienachalny przekaz? Można łączyć ze sobą te dwie rzeczy?

- Pytasz mnie o rzeczy, nad którymi nigdy się nie zastanawiałem, to wychodzi naturalnie.

- Nie miałeś nigdy obaw, że promowanie słonecznych brzmień w Polsce zwyczajnie się nie przyjmie? Słuchacze przyzwyczaili się do tego, gdy przypomina im się o szarej, smutnej rzeczywistości, która ich otacza, choć niegdyś 2cztery7 pokazali, że słuchaczy da się „odmulić".

- To dalej nie przyjęło się w Polsce, ale wciąż walczymy by to się udało. Obaw nie było nigdy, zawsze chciałem robić muzykę, której lubię słuchać.

- Stworzenie własnej marki było naturalną koleją rzeczy i efektem poświęcania tym sprawom coraz większego czasu, czy może decyzją zdroworozsądkową, wyrachowaną, podjętą w hołdzie niezależności?

- Złożyły się na to wszystkie rzeczy na raz, które wymieniłeś.



Komentarze