UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Wywiady»Ten Typ Mes: "Jestem… jednym z najlepszych"

Ten Typ Mes: "Jestem… jednym z najlepszych"


środa, 02 listopad 2016 12:13
Ten Typ Mes: "Jestem… jednym z najlepszych" fot. Tomasz Karwiński


Już  za chwilę na rynku pojawi się nowy album Tego Typa Mesa - "AŁA.". Z tej okazji przypominamy wywiad, jaki przeprowadziliśmy z raperem dwa lata temu, chwilę po premierze "Trzeba Było Zostać Dresiarzem". 

 

Jesteś najlepszym raperem w Polsce?

Ależ wjechaliście na grubo! Jestem... jednym z najlepszych, to już kwestia gustu, jak sobie poustawiasz ten ranking i czy w ogóle masz potrzebę go robić. Możesz nie lubić VNM'a czy Pezeta, nie zgadzać się z nimi kompletnie, ale na tych instrumentach, na swoich gardłach, językach, flow, grają wybitnie, są jednymi z najlepszych. Nie bardzo jest z czym dyskutować. Ta wirtuozeria jest ważna, ale przecież zdarzają się raperzy czy w ogóle muzycy, którzy nie wirtuozerią przekonują słuchacza, a tym unikatowym swoim lotem. A to już niewymierna kwestia.

Kiedyś mówiłeś, że swobodnie operujesz około dwudziestoma flow. Jak te cyfry wyglądają na chwilę obecną?

Można by zrobić jakiś maraton. Teoretycznie, gdybym siedział w studiu i co godzinę zmieniał gatunek muzyki, tj. rano słuchał bluesa, a potem Wu Tangu, potem Ricka Jamesa i tak aż do kresu sił i dnia, to pewnie pod wpływem inspiracji mógłbym się zmieniać.

Kiedy powstanie kampania społeczna, zakazująca zamykania kuchni w punktach gastronomicznych przed 22?

Czyżbym nie był sam ze swoją paranoją? Wystarczyłaby kampania „Warsztat naprawia samochody do 18:00, bo taką ma wywieszkę na drzwiach. Restauratorze, nie bądź gorszy!". Jakoś tak. Nie rozumiem mamienia ludzi, że coś działa, hula, zaprasza, kusi neonami, bangla na całego i jednoczesnego mówienia im „sorry, nie chcemy twoich pieniędzy, chcemy jednocześnie mieć otwarte drzwi i być nieczynni.". Chciałbym napisać coś pozytywnego w stylu, to się powoli zmienia. Ale nie.

Przywiązujesz sporą wagę do swojego stylu, także stylu ubierania. Czy to na pewno w 100% prawda, że to nie szata zdobi człowieka?

To prawda! Jebać mnie, najbardziej widać to po kobietach. Pewna siebie, lubiąca swoje ciało pulchna dziewczyna z błyskiem w oku może zdziałać niesamowite rzeczy w kwestii wyrywania facetów, mając do dyspozycji odrobinę tuszu i dwa obcasy. Bo najważniejsze jest to, co ma w bani, jaki sex appeal zdołała wypracować przez lata (lub z jakim się urodziła).

Niegdyś konsekwentnie przedstawiałeś się jako przeciwnik komputeryzacji i wyrażałeś niechęć wobec elektroniczny gadżetów. Czujesz, że musiałeś się „nagiąć" do nowych czasów? Ile zostało z „analogowego skurwiela"?

Zostało tyle, ile się da. Nie mogę nie mieć konta na FB, bo byłbym nie fair wobec swoich współpracowników. Moi odbiorcy jakoś by to przeżyli, bez postów na FB świat się nie zawali. Ale wspólnicy, z którymi wspólnie inwestujemy w wyprodukowanie mojej płyty, brzmienie, okładkę, teledyski, oni byliby zawiedzeni. Jak to, tyle pracy, a Ty się izolujesz? Mieliby rację. Mogę natomiast nie mieć smartfona i nie mam. Nie spędzać czasu na debilnych stronach. I nie spędzam.

Co odróżnia artystę od pseudo-artysty?

Autorstwo, przede wszystkim. Śpiewanie i granie cudzych rzeczy ma więcej z bycia rzemieślnikiem. Wracając też do poprzedniego pytania, okazuje się, że teraz nie jest to tak kuszące. Zespołów, artystów, wokalistów jest pierdyliard, to dar i przekleństwo sieci. Większość z nich nie zostanie wcale artystami, którzy poświęcą życie tej sztuce szaleństwa, jaką jest poetyckie czy kompozytorskie spruwanie się z emocji. Publiczne. Trochę się ponaprężają na teledyskach, zagrają parę koncertów, a potem skończą studia i będą opowiadać dzieciom, że przez parę lat żyli jak gwiazdy rocka. Teraz tak się da. Przekwalifikowanie odróżnia sprytnych od szczerych, kiedyś oznaczało oddzielenie wszelkiego rodzaju pozerstwa od kozaków. Mówię o każdym gatunku muzycznym, oczywiście.

Mówisz, że masz kolegów z prawa i z lewa. Na płycie „Spaleni innym słońcem" określałeś się liberałem. Jaka jest granica tolerancji Mesa, jeśli chodzi o wolność społeczno-obyczajową?

Chyba najprostsza, nie krzywdzić bliźniego.

W jakich kwestiach nie zgadzasz się z Pjusem?

Haha, od czego zacząć? Od kwestii wiary począwszy, na kwestii roli państwa skończywszy. Ale jest moim człowiekiem, moją mordą bez względu na różnice! I zgadzamy się też w wielu kwestiach. Lustracji, nikłej wymiany elit PRL w III RP, nazywania rzeczy po imieniu.

Wyraziłeś się negatywnie na temat protestu przeciwko ACTA. Dlaczego?

Wyrażam się negatywnie na temat utopijnej wiary w to, że Internet ma być pierwszym wynalazkiem na świecie, który nie podlega żadnym zasadom. Jak wymyślono samochody, to też wszyscy jeździli jak chcieli, a potem ktoś mądry ustalił, że ci z prawej mają pierwszeństwo i parę innych rzeczy dodał. Choć samochód to piękny wynalazek i Internet też miewa piękne oblicza. Ludzie dygają przed kontrolą sieci, ja mam Internet od 1998 roku i zawsze czułem, że może być użyty przeciwko mnie, tym bardziej, jeśli sam się wpierdolę na mukę. Urodziłem się w latach '80 w Polsce, na litość losu, hasło „podsłuch" czy „rozmowa kontrolowana" to była rzeczywistość, nie przypuszczenie! Na filmach też jak ktoś chciał pełnej prywatności, to ruszał dupę i dzwonił z budki. Ed Snowden się obsrał, bo myślał, że amerykańska bańka jest inna. Mnie to wcale nie zdziwiło. Dziwią mnie fortuny osiągane na tym, że sieć jest anarchią, że handlujesz cudzym i nikomu nie odpalasz działki – ani państwu, ani temu, co to wytworzył, bez podatków, bez marży, bez czegokolwiek. To utopia! Oczywiście, że fajnie jest robić coś na nielegalu, ale w tej materii kibicuję writerom.

Jakie warunki musiałaby spełniać korporacyjna firma, aby jej pracownikiem został Piotr „Ten Typ Mes" Szmidt?

Robić piękne, potrzebne światu rzeczy, zgodnie z moimi normami moralnymi. To mało prawdopodobne, ale się zdarza. Takie dylematy mają zapewne artyści grający na korpo-bankietach. Wcale ich nie potępiam. Z budżetu korporacji idzie hajs na to, by np. Szymon Majewski udawał kobietę albo Margaret była Margaret, te pieniądze na reklamy liczone są nie na mieszkania, a na wyspy i lotniskowce. To dobrze, że znajdzie się też parę zyla na sztukę.

Myślisz, że w dzisiejszych czasach można w ogóle mówić o czymś takim, jak walka z systemem?

Tak. Na przykład walka z systemem przyzwyczajeń. Z odrzucaniem konsumpcjonizmu. System, jaki tu panuje, to kapitalizm. Nie chcę go obalać, ale walczę z tym, by nie iść najprostszymi drogami, które zewsząd kuszą; więcej zarabiaj, więcej pragnij, więcej kupuj, mniej dawaj, więcej bierz, mniej myśl, zleć myślenie innym.

Nie da się ukryć, że Młode Żbiki to ludzie znający tylko Polskę kapitalistyczną. Widzisz w nich jakieś cechy charakterystyczne dla wychowanych po 1989?

Ich rodzice wyrośli i stworzyli ich w PRL, oni sami patrzyli na świat pomiędzy kantorami, małymi sklepami, Internet wjechał w ich życie po ukształtowaniu podstaw w latach 0-3 czy 3-6. Mamy więc wiele wspólnego.

Z perspektywy czasu, jak mocną pozycją wyjściową jest posiadanie własnej niezależnej wytwórni?

Najmocniejszą względem niezależności, waluty takiej, jak szacunek czy satysfakcja. Finansowo niektóre cyfry mnie dziwią, na tej zasadzie, że niektórzy faktycznie zbijają kokosy po premierze płyty gdzieś-tam, na przykład, kiedy taką płytę nagrają i szukają tylko kto da więcej. Tyle, że smak kokosa zawsze kwitowałem wzruszeniem ramion.

Jakiego gatunku muzycznego byś nie dotknął, mimo że uważasz go za wartościowy?

Muzyki poważnej. Bo nie umiem, za chudy w uszach jestem.

Zgodziłbyś się ze słowami Michała Urbaniaka, który określił rap jako „jazz w dresie"?

To wspaniały twórca, ale odnalazłem go występującego z tak niewiarygodnie przeciętnymi raperami, mam tu na myśli jego czarnych braci, których wziął na koncerty i w których talent mocno wierzył... że nie sądzę, by miał kompetencje stwierdzić kto jest „kotem", kto naprawdę potrafi jazzująco operować sylabami, rapem. Zagłębiłem się w to, ponieważ pisał w książce, a raczej mówił w książce, bo tak się dziś robi autobiografie, że hip-hop zna i rozumie. Być może chodziło o kulturę hip-hopową, ten gość na pewno spędził mnóstwo czasu w Nowym Jorku, przegadał te sprawy. Ale ja bym nigdy nie wziął trębacza na płytę, bo akurat jest miłym gościem, a słabo gra, oczekuję podobnej zależności, gdy ktoś zgarnia raperów do siebie.

W produkcjach swoich albumów często korzystasz z pomocy instrumentalistów. Nie myślałeś o tym, by nagrać tak cały krążek albo koncertować cały czas z żywym bandem?

Myślałem, ale widziałem wiele koncertów raperów zagłuszonych przez band. Nasa, Jaya Z. Snoop sobie z tym radzi, DJ Quik kontroluje najlepiej. Hip-hop jest jednak muzyką programowaną i kiedy idziesz na koncert, to trochę jak na muzykę elektroniczną. Nucisz sobie w głowie jakiś numer z twardymi bębnami i skwierczącymi piszczałami, np. coś zespołu Prodigy i nie chcesz na koncercie delikatnych brzmień bandu, tylko chcesz, by DJ rozwalił Ci banię tą surowością. Przynajmniej ja. Zdarzały mi się jednak wyjątki, np. wspólne granie z perkusistą Młynarskim, a nawet Sistars w chórkach w Rzeszowie. Piękna sprawa, ale na razie jako dodatek. Nie mówię NIE!

Na „KNS" rapowałeś „Jeden Maleńczuk i jeden Kazik/wśród odszczepieńców, życie z dnia na dzień". Nie uważasz, że ta dwójka już się wypaliła? Wielu fanów gitarowego brzmienia zarzuca im, że stracili tzw. jaja i sprzedali się do granic możliwości.

Bo ja wiem? Nie widzę ich w żenujących programach czy ośmieszających reklamach, jak chichoczą ramię w ramię z jakimiś parówami. Na pewno różnią się od swoich wersji sprzed kilkunastu lat, ale krzywdy swoim wizerunkom nie uczynili takiej wielkiej. Parę zadrapań.

Co twórcom innych gatunków muzycznych może nie podobać się w hip-hopie?

O rety... pewnie słaby tekst, bo akurat trafili na słaby kawałek. Raz, drugi, trzeci. Ale jak ja w radiu trafię na Feel, Madonnę i Modern Talking, to nie twierdzę „nienawidzę popu, to fatalny gatunek". Po prostu źle trafiamy.

Nie uważasz, że spór o stronę tekstową w muzyce popowej to wojna ważna tylko dla Was, tekściarzy? Myślisz, że przeciętny Janusz widzi różnicę, np. między Moniką Brodką a Anią Dąbrowską?

Ludzi, którzy zadowalają się jakąkolwiek muzyką można równie dobrze atakować świetną muzyką. Tylko różni dyrektorzy muszą tego chcieć, a utrącają piosenki z dobrymi tekstami.

Jak wiadomo, „Wasze kobiety czytały nieco więcej niż horoskop i przepis". Kiedy jednak ukłonisz się w stronę naszych pań domu? Polski Janusz już był, może pora na polską kurę domową: miłującą się w plotkach, oglądającą „Trudne Sprawy" i dodającą pierwiastek kobiecości tylko do ciastek?

Jak Janusz zrobi grilla czy złowi rybę, jest zuchem. Jak Renata poświęci czas, skillsy i energię na zrobienie pysznych ciastek, jest bohaterką dnia! Jeśli nałogowo oglądają „Trudne sprawy", niech je przełączą, bo to robi wodę z mózgu. Pełne równouprawnienie w tej kwestii!

Spotykasz czasem inteligentne kobiety, z gustem i wrażliwością, które na słowo „raper" reagują ironicznym uśmiechem?

Tak, a im bardziej przypominam dresiarza, z tym złotym zębem i w dresach, tym bardziej je na tych stereotypach łapię! To bywa zabawne i pouczające. Pod tym względem mówienie „jestem raperem i kocham to, co robię i nie robię nic poza tym" było prostsze, gdy akurat śmigałem w garniturze.

Wciąż uważasz, że abstynencja to "przepis jak być do końca życia męczybułą"?

Niestety, ale tak. Choć są wyjątki pokroju pana Jacka Fedorowicza. Może jeszcze kilku.

Uważasz, że umiesz pić z głową?

Zazwyczaj, choć oczywiście nie w skali życia, bo w skali życia popełniłem parę błędów. Ale w skali roku nie zdarza się dużo bzdur i piję z głową.

Choć to temat rzeka, co najbardziej urzeka Cię w płci pięknej?

Czy z tego wywiadu będzie książka? Najbardziej urzeka mnie siła spojrzenia. Kobiece patenty.

Ten Typ Mes to dalej ten sam, w którego oczach można dostrzec szaleństwo? Czy raczej bliżej mu do ustatkowania się?

Ustatkowanie się... jeśli myślicie o ślubach, to na pewno nic mnie nie przekona do tego XIX-wiecznego festiwalu dla ciotek i wujów. Jeśli chodzi o takie rzeczy, jak niepopadanie w długi, dbanie o siebie, płacenie rachunków i podatków, to ustatkowany byłem już przy pierwszej solowej płycie.

Jak myślisz, o czym będziesz pisał, gdy postawisz na poczucie bezpieczeństwa? Przecież „kto żyje jak żółw, z poezją nie ruszy z piskiem". Bierzesz pod uwagę odłożenie mikrofonu na kołek?

Na jakiś czas tak, to nawet mogłoby dobrze mi zrobić, mojej muzyce również. Można żyć na wiele sposobów i te najbardziej szablonowe mi nie grożą, nie dlatego, że są złem wcielonym, po prostu – nie są dla mnie.



Komentarze