UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Artykuły»Przelot przez „AŁA.” - Zdajemy relację z odsłuchu nowej płyty Piotra Szmidta

Przelot przez „AŁA.” - Zdajemy relację z odsłuchu nowej płyty Piotra Szmidta


piątek, 25 listopad 2016 15:32
Przelot przez „AŁA.” - Zdajemy relację z odsłuchu nowej płyty Piotra Szmidta fot. okładka płyty


Ten  Typ Mes wydaje już swój 10. album, a zarazem 5. w pełni solowy. Jak przez lata zmienił się Piotr Szmidt na tle nowego krążka, jakie tematy porusza tym razem i na jakich muzycznych fundamentach położył swoje nowe dzieło? Zdajemy relację z odsłuchu „AŁA.”, a krótszą, mniej szczegółową recenzję krążka przeczytacie w ósmym wydaniu Magazynu VAIB, którego premiera odbędzie się 2 grudnia.

1. „Codzienność” ft. Dawid Podsiadło (muz. Michał Fox Król)

Mes od zawsze przywiązywał sporo uwagi do muzycznej otoczki, w towarzystwie której pojawiał się na swoich albumach. Kiedyś wystarczały hektolitry rapu, które wzbogacano nuconymi refrenami, skromnie podbijanymi przez damskie wokale (lub na odwrót). Dziś, do utworu otwierającego swój kolejny album, raper zaprasza zwycięzcę jednego z talentshow, zdobywcę diamentowej i podwójnie platynowej płyty – najjaśniejszą gwiazdę polskiego pop-rocka, jedną z najbardziej autentycznych postaci rodzimego biznesu muzycznego. Artyści wykonują razem refren w skocznej aranżacji, przez co ich wokale tworzą spójną całość. „Gdzie ten Podsiadło?” – chciałoby się zapytać. Mes „Codziennością” zapowiada tematyczny koncept kolejnych utwórów. Frustracje i niezrozumienie świata wyrzuca z siebie w przystępnej, zupełnie „nieinwazyjnej” formie, bo przy pomocy śpiewu.

2. „Mój terapeuta” (muz. R.A.U.)

Przekonany o słuszności swoich racji indywidualista odwiedza kilku psychoterapeutów. Efekt może być tylko jeden. Na nieco mrocznym, elektronicznym, iście „rauowym” bicie raper poddaje wątpliwości sens wizyt u specjalisty od zdrowia psychicznego. Ostatecznie rozumie tę potrzebę, przecież także swoją, ale w „Moim terapeucie” wylewa z siebie irytację i niepokorność. Pozwala sobie też na mało parlamentarne, zbyt obrazowe wersy odnośnie wizyt u psychologów: „prędzej zwalę konia u niego w łazience”; „już nie wiedziałem, czy po równowagę, czy po pamięciówę tam chodzę”.

3. Bledną (muz. R.A.U. & Max Fiszer)

Po energicznym początku przychodzi czas na wzięcie głębokiego oddechu. Jeden z najsubtelniejszych utworów na tym albumie. Szmidt zaczyna go spokojnie. Nucąc i śpiewając przy pomocy kobiecego wokalu, zostawia w tyle pamięć o niespełnionych, nieudanych relacjach z ludźmi. Siada wygodnie w fotelu, zamyka oczy i snuje sentymentalną balladę człowieka spełnionego, choć wciąż szukającego sposobu, by wzlecieć wyżej i wyżej, najlepiej samemu, bez pomocy innych. Mes zdaje sobie sprawę, że nie należy przywiązywać się do miejsc i ludzi. Druga połowa utworu to przejście z tkliwego śpiewu do gorzkiej, choć wciąż zrównoważonej nawijki. Koniec to pulsująca puenta, kolejny raz potwierdzająca muzyczną różnorodność tkwiącą w głowie Mesa i jego odwagę do przekraczania granic, nie tylko muzycznych.

4. Book Please (muz. Wrotas aka Lifeview)

To już drugi na tej płycie, po „Moim Terapeucie”, ślad szaleństwa Piotra Szmidta. Po niezwykle stonowanym „Bledną”, Mes daje upust swojemu rapowemu flow na newschoolowym bicie Wrotasa. W otoczeniu „cykaczy” czuje się jak w swoim ciasnym „kwadracie”. Bez przerwy bawi się tempem, bo ma świadomość, że ta stylistyka wymaga od MC o wiele więcej umiejętności, by nie zanudzić słuchacza monotonią. A temat? Pewnie nawet nie zwrócicie uwagi, że autor posługuje się apostrofą do książki. Prosi o wybaczenie, bo nie ma czasu do niej zajrzeć, gdy wokół zgiełk spowodowany licznymi obowiązkami. Plik kartek opatrzony okładką nie jest oczywiście jedynym adresatem utworu, co wyjaśnia outro – kojące w porównaniu do reszty. W tle słychać gitarę i trąbki.

5. Pytajniki (muz. Max Fiszer)

Max Fiszer znów zajął się muzyką. Mesowi, który udowodnił już nie raz, że nie potrzebuje hip-hopowego bitu, by czuć się swobodnie, wystarcza skromna „żywa” perkusja, bas, klawisze oraz subtelne wrzuty z syntezatora. I damski wokal jako wsparcie, rzecz jasna. Raper piętnuje laicyzację dzisiejszego świata, ogólną dezinformację, a przede wszystkim – brak potrzeby sięgnięcia po wiedzę. Pytajniki nazywa gatunkiem narażonym na wyginięcie. Refren zdominowany został przez dźwięki, które oprócz tego, że kontrastują z całością, mogą wywołać u słuchacza lekką niestrawność, a szczególnie nonszalanckie zaśpiewy Typa.

6. Pokaż mi dom (muz. Night Marks Electronic Trio)

Piotr Szmidt, znany do tej pory z opinii imprezowego włóczykija, którego oczywiście nie do końca udało się wyplewić, na chwilę przeobraża się w domatora, szukającego rozwiązań wokół siebie, choć wciąż na pierwszym miejscu są emocje i uczucia, nie materializm. Ma dość oklepanych schematów, wiecznego hałasu i wykrzykników, chce kameralnego, osobliwego klimatu, ale nie dyktowanego przez konsumpcję i chęć usidlenia na siłę. Coraz rzadziej wspomina, a częściej planuje. Ten motyw utworu znamy choćby z „Naucz mnie czegoś” („Kandydaci na szaleńców”).

7. Przewóz osób (muz. Wrotas Lifeview)

Kolejny newschoolowy przelot Typa, kojarzony choćby z nieprzewidywalnością „Love your life”. Wrotas znów na posterunku. Autor, choć zwykle niestroniący od pewności siebie, tym razem obnaża butę i pychę innych. Pokazuje, jak naprawdę powinno brzmieć poczucie własnej wartości przeniesione na podkład muzyczny, wbijając tym samym szpilę w wydumane ego większości młodych raperów. Na agresywnym bicie nawija o cnocie skromności. To kolejna twórcza sprzeczność autora „TBZD”, ale znów podana w sposób spontaniczny i naturalny.

8. Jak nikt (muz. Kortez)

Choć tematyka damsko-męska w twórczości bohatera „AŁA.” obecna była od zawsze, do tej pory mogliśmy go kojarzyć z numerów podszytych perwersją lub jak kto woli (kobiety) – szowinizmem. Mes zestawia wersy o „waleniu koksu” i bójkach z bezpośrednim zwrotem do swojej wybranki. Typ nie udaje jednak nieczułego samca. Jest szczery i spokojny, dopasowuje się do delikatnego klimatu muzyki, nawet mimo wmieszania w romantyczną narrację niezbyt delikatnych sformułowań. Na basie i klawiszach Rhodesa - Kortez - jeden z największych „prawdziwków” wśród muzycznych odkryć ostatnich lat w Polsce. Artyści współpracowali ze sobą przy okazji „Bumerangu” – raper napisał dwa teksty na płytę wokalisty.

9. Unisex (muz. Andrzej Fonai Pieszak)

Autor znów otacza się syntetycznymi brzmieniami. Tym razem tematykę poświęca odwróceniu się pewnych ról społecznych przypisanych konkretnej płci. Ludzie wciąż skupiają się na aktywnościach, które przysłaniają zbyt dużą część otaczającego ich świata. Refren to krótka puenta – powtarzają się w nim tylko dwa słowa, a Mes lekko zawodzi swoim zaśpiewem, czasem niedbale przedłużając ostatnie sylaby słów. Swoje kaprysy lokuje w jakże subtelnym „ruchaniu”.

10. Czy ty to ty? ft. VNM (muz. Brat Jordah)

„Czy ty to ty?” to jeden z niewielu numerów na płycie, tak gęsto wypełnionych rapem. Na analogowym bicie, przywołującym brzmienie lat 90’, Mes serwuje fanom ponad dwie zwrotki sprawnej nawijki, w odpowiednim momencie przyspieszając, by za chwilę móc podśpiewać kwestię, której należy się odznaczenie. Mimo tego, to jeden z najbardziej przewidywalnych, choć i najprzystępniejszych brzmieniowo utworów na krążku. Konkurs na gościnne 4 wersy, głosem słuchaczy, wygrywa VNM. Choć nie da się ukryć, że jak na tak solidnego gracza, ¼ rapowej zwrotki to zdecydowanie za krótko.

11. Ale psa byś przytulił (muz. Szogun)

Ten Typ Mes znów pastwi się nad ludzką znieczulicą. I nie potrzebuje do tego tempa narzuconego przez perkusję. Przy pomocy chórków obnaża spłycenie wartości relacji międzyludzkich i coraz to szybciej rosnącą obojętność na krzywdę drugiego człowieka. To kolejny przykład tego, że „AŁA.” zbudowano na sumie kontrastów. Akompaniamentem pod ważne społecznie tematy są najczęściej brzmienia diametralnie inne – pełne dystansu i stonowane, ale także na odwrót – trywialność miesza się tu z zaangażowaniem twórcy i eksponowaniem jego emocji.

12. W sumie nie różnią się? ft. Ifi Ude (muz. Michał Fox Król)

Eklektyczny, dyskotekowy bit, Ten Typ wypełnia rapem i melodyjnymi zaśpiewami niemal do każdego dźwięku. Refren to zasługa zmysłowej Ifi Ude. Tematycznie to kolejna społeczna obserwacja. Mes mechanicznie wypluwa z siebie wersy o akceptacji siebie i innych, a w tle wrzuty z syntezatorów przywołują akcję rodem z Mortal Combat czy Street Fightera.

13. Świeżak ft. R.A.U. (muz. Brat Jordah)

Mes w końcu może poczuć to, o czym w „Noc, rap, samochód” nawijał Eldo, nomen omen, również przez chwilę występujący w tym utworze. Tym razem jednak członek Alkopoligamii siada za kółkiem i obserwuje miasto z perspektywy kierowcy, a opowiada o tym na letnim bicie Jordaha. Mes jest tytułowym świeżakiem nie tylko w kwestii prowadzenia auta. Ulega także innym pokusom świata nowoczesnego, np. iPhonom. Gościnnie bezpretensjonalny rap Raua.

14. Jeden mail (muz. Mariusz Obijalski)

Podmiot liryczny ma dość sygnałów ze świata wirtualnego. W rockowo-syntetycznej muzycznej scenerii odzywa się w nim analogowy skurwiel – znany już wierniejszym słuchaczom z poprzednich wcieleń rapera. „Jeden mail” to odpowiednik „Będę na działce” z poprzedniego krążka artysty. Mimo zrozumiałego wkurwienia, Mes znów wyraża swoją irytację potulnym śpiewem, nie agresją i wulgaryzmami.

15. Ride (muz. Wrotas aka Lifeview)

Prawdopodobnie najbardziej klimatyczny utwór z całego albumu: zrównoważony, ze spokojnym i nieprzekombinowanym refrenem, choć Mes swój wokal ozdabia czasem zbyt wieloma melizmatami, również tymi sztucznymi, wytworzonymi po realizacji nagrania. Znów wsiada za kółko i zabiera nas w przejażdżkę. Chce doświadczeń, autentyczności i prawdziwych doznań. Ucieka od niepotrzebnych emocji, łaknie harmonii. Na bicie znów Wrotas, na którego bitach Ten Typ czuje się coraz lepiej.

16. Nieiskotne ft. Iza Lach (muz. Andrzej Fonai Pieszak)

Na ten kawałek z pewnością spadnie największa lawina krytyki. Mes przekracza pewną tematyczną granicę, przed której końcem rozścielają się koncepty poważnych kawałków o uczuciach i szarej polskiej rzeczywistości. Zaprasza do wspólnego występu podopieczną Snoop Doggie Dogga i tworzy jeden z najbardziej pociesznych i najweselszych utworów ostatnich lat w swojej twórczości. Bit pulsuje, Mes duka jakieś słowa, skupiając się na tym, by nie zmęczyć wysokim tonem swojego wokalu, Iza nadaje refrenowi stabilizacji, a wtedy spogląda na Ciebie...kot. Odrzuć przyzwyczajenia i chłoń promienie muzyczki. Reszta? Nieistotna.

17. Zawsze mogę liczyć na (muz. Michał Tomaszczyk)

Mes zamyka album topiąc się w żywym brzmieniu - gitar, klawiszy, perkusji i trąbek. W refrenie postanawia nieco spuścić z tonu, tym razem nie „piejąc”, wspierany przez kobiece chórki. Na swoim drodze napotyka ludzi, przez których wychodzi ze strefy komfortu i strzępi swoje nerwy, których jednak w ani najmniejszym stopniu nie wyświetla w utworze – ostatecznie przecież pełnym luzu i przekory.

18. Wiedzą (muz. Jordah) – BONUS TRACK

Jeśli cały album jest próbą ubrania frustracji i gorzkich emocji w szaty dystansu, „Wiedzą” to eskalacja żalu i przykład emocjonalnego ekshibicjonizmu. Na prostym, lecz emanującym szczerością bicie, Mes udowadnia, że „to żadna trudność w studiu im prawdą huknąć”, kierując swoje wersy w stronę ludzi, na których ostatnim czasem się zawiódł. Mimo tego pokazuje swoją pewność siebie, dojrzałość, przekonuje o swoim profesjonalnym podejściu do muzyki. „W sumie ogień jak chuj”...

 

Autor: Maciek Tobolko



Komentarze