UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Recenzje»RECENZJA: Onar - "Autodestrukcja"

RECENZJA: Onar - "Autodestrukcja"


poniedziałek, 12 styczeń 2015 18:00


Informacje o albumie

  • Data Premiery: 24.10.2014

Tytuł nowego albumu członka Płomienia 81 dość trafnie określa jego nową muzyczną drogę. W Onarze jest już mało bezczelnego i bezkompromisowego stylu sprzed lat, a właściwie nie ma go w ogóle. Tak, trzeba iść stale do przodu, ale porażką dla artysty jest wybierać ścieżki już wydeptane i wręcz przeludnione. Warszawiak jednak postanowił tak zrobić i trzeba przyznać, że tego planu trzyma się kurczowo. Powstają z tego „głębokie" numery o uczuciach, wewnętrznej walce, pasji – „bla, bla, bla", jak niefortunnie treść swojego rapu sam autor podsumował w „Smutnym rapie". Choć kontekst był zupełnie inny, te słowa pasują jak ulał. Nie jest to „crème de la crème" rapu (od bardzo dawna), nie są to również „ciężkie linijki chwytające za serce". Nie przejmując się przyklejoną łatką, Onar najlepsze numery na płycie daje smutne, np. „Dorosłe dziecko" (smutne pianino), czy newschoolowy „Wszechświat" (BobAirCoZaBeat), gdzie większość wokalnej roboty to zasługa Luki (podobnie jak w „Ptakach na niebie").  W „1000 serc" (prod. Donde), czy szczególnie w „Starychrzeczach/Nowychrzeczach" (prod. Czarny), Onar odpowiada na pytanie, jaka stylistyka pasuje mu najbardziej i z której ram wychodzić nie powinien. Pewnie, próbować należy, choć w jego przypadku próby te nie mają już znamion pojedynczych incydentów.



Komentarze