UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Artykuły»Płocki roz@#$%dol festiwalowy! [relacja Polish Hip Hop TV Festival 2017]

Płocki roz@#$%dol festiwalowy! [relacja Polish Hip Hop TV Festival 2017]


wtorek, 05 wrzesień 2017 09:02
Płocki roz@#$%dol festiwalowy! [relacja Polish Hip Hop TV Festival 2017] Sebastian Adamkiewicz


Za nami piąta edycja Polish Hip Hop TV Festivalu. W tym roku łącznie wystąpiło ponad 50 wykonawców, od młodej krwi przez starą szkołę. Fani rapu zebrani w Płocku w dniach od 3 do 6 sierpnia mieli okazję sprawdzić, w jakiej kondycji jest polska scena AD 2017.

Impreza rozpoczęła się już w czwartek, wtedy wystąpił Szopeen, nabierający coraz większego wiatru w żagle VBS, Deys, błyszczący lakierem, „do szpiku amerykański” Sitek i brudny, undergroundowy duet BonSoul. Całość stanowiła preludium przed całą imprezą, a nastroje i dobra pogoda pozwalała przypuszczać, że weekend zapowiada się bardzo hucznie. Choć festiwal dopiero się rozpoczynał, uczestnicy już byli solidnie rozgrzani letnią, wakacyjną atmosferą.

PLHHF2017 Dzień2Sebastian Adamkiewicz 20

W piątek, po supportach, przyszedł czas na Hadesa, który udowodnił, że album „Świattło” w całkiem oryginalny sposób może sprawdzić się w konwencji koncertowej. Następnie Bisz z kapelą BOK, czyli przede wszystkim zaprezentowanie „Wilczego Humoru” w nowej, lekko rockowej konwencji. Rzetelne występy Weny, Sariusa i Gedza dobrze rozgrzały publikę, która wybuchła podczas koncertu Palucha. Setki gardeł krzyczące „OKO” odbiły się echem na cały Płock. Pozytywnie zaskoczyła SB Maffija, czyli prawdziwie amfetaminowy, wiksiarski set, pokazujący jak zgrana i mówiąca jednogłośnie jest ekipa Solara i Białasa. Odrobinę uspokoiło się na bujającym swoim vibem KęKę, aby przejść do prawdziwego show Dwóch Sławów. Słabiej wypadło JWP, którzy w zeszłym roku dali jeden z najbardziej solidnych koncertów na festiwalu. Tym razem brak organizacji w drużynie rzutował na całość. Największe zaangażowanie widoczne było u Łysola i Kosiego, którzy przez połowę występu musieli wyręczać konkretnie zaprawionego Erosa, niepamiętającego swoich zwrotek. Ostatni tego dnia na głównej scenie byli Te-Tris i Kuban, którzy dali popis jak topowi headlinerzy, zostawiając publikę w pierwszych rzędach przepoconą do suchej nitki.

Z kolei na scenie Red Bulla w piątek pojawił się prawdziwy przekrój stylów, od reprezentanta Trójmiasta Leha, przez nową falę (Wac Toja i PlanBe), po unoszącą się w chmurach legendę, czyli ciągle trzymającego fason Włodiego. Podobnie było na scenie Good Vibes, gdzie wystąpił Holak, hipnotyzujący Adi Nowak, newschoolowe uderzenie w postaci Żabsona oraz Pikersa z Young Igim, charyzmatyczny duet Flojd/Wiro, a także Reno, czyli najbardziej zapadający w pamięć, wypełniony niesamowitym brzmieniem koncert.

Drugi dzień po supportach rozpoczął idący ostatnimi czasy jak taran Borixon, podczas koncertu którego na scenie pojawił się Wojtas. Choć motyw starego dobrego WYP3 dla większości publiki nie był znany, był to miły akcent dla wszystkich pamiętających kielecki rap lat 90. Następni byli Kartky i Emes Milligan m. in. z materiałem z „Nowego Kina”, laidbackowy Kuba Knap, a także solidna poznańska firma, prężnie działająca od wielu lat, czyli Gural. Warto podkreślić świetny, prawdziwie muzyczny występ Tego Typa Mesa z całym bandem. Był to jeden z niewielu koncertów na festiwalu, podczas którego raper nie starał się zakrzyczeć muzyki za wszelką cenę, a płynął równomiernie razem z instrumentami. Dobrze wypadł również VNM, także z całym zespołem. Jak na koniec sam stwierdził, był to najlepszy koncert w jego życiu. Największą publikę zebrało za to rapowo-discopolowe show Tedego i niezmordowany O.S.T.R., który po koncercie niczym papież przechodził wzdłuż barierek, przytulał fanów w pierwszych rzędach [sic!], po czym kilka godzin rozmawiał z fanami i robił zdjęcia. Z kolei na scenie w tym czasie pojawił się PRO8L3M, grając przekrojowo od „C30-C39” do „HACK3D BY GHO5T”. Oskar i Steez pokazali, że ich materiał sprawdza się nie tylko w ciemnym klubowym klimacie, ale też w letniej festiwalowej przestrzeni. Następny był come back Płomienia 81, którzy zagrali od największych hitów duetu po klasyczne kawałki z solowego dorobku Pezeta i Onara. Później, po prawdziwie punkrockowym występie Quebonafide, którego na scenie na chwilę wspomógł ReTo i PlanBe, nadszedł czas na Grubsona, który zakończył koncerty na głównej scenie.

 PLHHF2017 Dzień2Sebastian Adamkiewicz 140

Tego samego dnia na stage’u Red Bulla pojawiła się nowa fala w postaci Bedoesa, ReTo, Smolastego, Ducha i Guziora. Choć u młodych zawodników momentami widać było brak obycia scenicznego, można mieć pewność, że za kilka lat będziemy mieć do czynienia z polską czołówką, zarówno pod względem techniki, jak i brzmienia. Z kolei sobotnia scena Good Vibes była w pełni adekwatna z nazwą. Prawdziwe „good vibes” w wykonaniu Pawła Bokuna, Anatoma, Taua, Spinache’a czy też tria Bleiz, Cywinsky i Proceente, zamknął grime’owy Wuzet i czysto hip-hopowe HIFI.

Minusem festiwalu były problemy z nagłośnieniem na głównej scenie. Było to zauważalne m. in. podczas koncertu SB na mikrofonie Zui, a także podczas występu JWP, gdzie najmniej słyszalny był Eros. Inna rzecz, która bez wątpienia zapadnie w pamięć wszystkim uczestnikom, to plaga owadów unosząca się nad sceną i lgnąca do świateł. Niewiele pomogło regularne rzucanie solidnych „kurew” ze strony artystów połykających muszki. Z drugiej strony, dzięki temu każdy z występujących będzie miał konkretny zapas białka na cały następny rok...

Mówiąc o płockim festiwalu można także zwrócić uwagę na słówko „hip-hop” w nazwie imprezy. Brak innych elementów kazałby zmienić nazwę na „Polish Rap Festival”. W tym roku z akcentem na słówko „polish”, gdyż tym razem nie uświadczyliśmy gwiazd zza granicy. Jednak w rzeczywistości to nie wady festiwalu, a mentalności polskiego słuchacza, który od zawsze z mniejszym entuzjazmem podchodzi o występów zagranicznych gwiazd i ma niewielką zażyłość z pozostałymi elementami kultury.

Tegoroczna impreza zebrała ponad 13 tysięcy uczestników. Ta edycja to oczywiście kolejny dowód najlepszej organizacji i rozwiązań logistycznych. Płocki festiwal przerastając inne wydarzenia hip-hopowe, zaczyna równać się do muzycznych festiwali w Polsce ogólnie. Duża frekwencja i coraz większe zainteresowanie daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z najważniejszym wydarzeniem rapowym. Jedyne co pozostaje trzymać kciuki, żeby organizatorzy następnym razem przeskoczyli poprzeczkę, w tym roku zawieszoną bardzo wysoko.

PLHHF2017 Dzień2Sebastian Adamkiewicz 146



Komentarze