UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Jesteś tutaj:Strona główna»Polska»Recenzje»RECENZJA: BORIXON "New Bad Life"

RECENZJA: BORIXON "New Bad Life"


piątek, 06 luty 2015 09:07


Informacje o albumie

  • Data Premiery: 16.12.2014

BRX rok temu wyważył drzwi za sprawą świetnego „Rap Not Dead", by po wielu miesiącach pokazać słuchaczom, że ta brawura zakończyła się kontuzją. I to jak się okazuje - dosyć poważną. Reprezentant Kielc na nowym solo kuleje niemiłosiernie, zaliczając pojedyncze zrywy. Można odnieść również wrażenie, że huk, jaki towarzyszył tamtej sytuacj, sprawił, że Borixon ogłuchł na jedno ucho. Na szczęście drugie nie zapomniało jak dobierać instrumentale. Gorzej z gośćmi, bo tych na radarze nie brakuje, ale tylko trójka wnosi coś ciekawego. Mowa tu o Porchym, Pezecie... i córce Boryga, której refren zdaje się (w sposób niezamierzony) szydzić z tego, co dzieje się przez dłuższy czas na „New Bad Life". Albumie, który miał być efektownym blockbusterem,  ale ostatecznie stał się niskobudżetową produkcją, na planie której aktorzy pogubili scenariusze, ale mając świadomość, że to wszystko się nagrywa, postanowili improwizować. Nieudolnie. Gubi się Borixon, gubią się goście, gubi się koncepcja. Obecność w tym wszystkim klasycznego „Mój stary dom" pozostanie wielką zagadką. Album na pierwszy rzut idealny długościowo, ciekawie opakowany, ale ostatecznie bezbarwny. Tak jakby wszystko co najlepsze BRX zostawił na poprzednim solowym materiale. Oczekiwania były ogromne i na oczekiwaniach się skończyło. Nie można oprzeć się wrażeniu, że na „New Bad Life" dominującym członem jest „Bad". Szkoda.



Komentarze